Logo Gazety

www.gb.media.pl

Najbliższe wydanie
13 marca 2015r.

Baligród - Cisna - Czarna - Komańcza - Lesko - Lutowiska - Olszanica - Sanok - Solina - Ustrzyki Dolne - Zagórz
 

 

 


W aktualnej "GB" nr 4
Wybierz temat:
INFORMACJE


Młodzi chcą zmienić miasto i gminę

Czego potrzeba młodzieży w Ustrzykach? - Miejsc pracy i miejsc do rekreacji – uważają trzej młodzi mieszkańcy Ustrzyk, którzy w ubiegłym tygodniu przysłuchiwali się pracy Rady Miejskiej. Młodzi ludzie są ambitni i zapowiadają, że ostro wezmą się do pracy.
Powołanie Młodzieżowej Rady Gminy w Ustrzykach Dolnych, było pomysłem Bartosza Romowicza, burmistrza miasta, który sam do polityki wkroczył w wieku kilkunastu lat. Podczas ostatniej sesji, radni miejscy pozytywnie odnieśli się do tej inicjatywy i jednogłośnie zaakceptowali ten projekt.
- Młodzież była zainteresowana tym, by powołać Młodzieżową Radę Gminy, bo chce aktywnie uczestniczyć w polityce i mieć wpływ na to, co się dzieje – przekonuje Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych.
Burmistrz poinformował radnych, że Młodzieżowa Rada ma być organem doradczym. - Jednak liczę też na zainteresowanie młodych ludzi tym, co się dzieje w gminie i tym, czym zajmuje się rada miejska i burmistrz. Jestem przekonany, że dzięki temu, za cztery lata, będziemy mieli więcej młodych kandydatów do rady seniorskiej – mówi Romowicz.
Kadencja Młodzieżowej Rady Gminy ma trwać trzy lata. Kandydatami do rady mogą być uczniowie, uczący się w gimnazjach i szkołach średnich z terenu Gminy Ustrzyki Dolne. Ustalono również, że gmina zostanie podzielona na siedem obwodów do głosowania, ze względu na znajdujące się w okręgach szkoły.
- Chodzi nam o to, by młodzież gimnazjalna i uczniowie mieli możliwość wpływu na prace Młodzieżowej Rady. Wiemy też, że Rada będzie się zmieniać, bo młodzież kończąc naukę w Ustrzykach wyjeżdża na wyższe uczelnie, dlatego wprowadziliśmy zapis, że nie będzie wyborów uzupełniających, tylko na miejsce takiej osoby, wejdzie kolejny kandydat z listy – dodaje burmistrz.

Trzech chętnych już jest
Podczas ostatniej sesji na sali oprócz radnych, zjawiło się trzech uczniów z ustrzyckiego Liceum Ogólnokształcącego. Młodzi ludzie z uwagą przyglądali się pracy radnych, ponieważ, jak zapewniają, sami chcą w przyszłości mieć wpływ na zmiany w mieście i gminie.
- Wzięliśmy udział w sesji rady miejskiej, po to, by się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi i jak miałoby wyglądać funkcjonowanie Młodzieżowej Rady w Ustrzykach – wyjaśnia siedemnastoletni Karol Lenart, uczeń ustrzyckiego liceum. - Na razie jednak musimy zapoznać się dokładnie ze statutem, ale już teraz mogę potwierdzić, że będę zainteresowany kandydowaniem do tej Rady.

(więcej ,,GB" 4)

 



Nowi sołtysi wybrani

Nowe drogi, oświetlenie i świetlice wiejskie – to główne problemy, z którymi w nowej kadencji chcą się zająć nowo wybrani sołtysi w gminie Ustrzyki Dolne. Zmiany na stanowiskach nastąpiły w trzech wsiach. W dwóch z nich starzy sołtysi zostali zastąpieni po 16 latach pracy.
Wybory na stanowisko sołtysa odbywały się od 21 stycznia do 13 lutego, w 27 wsiach należących do gminy Ustrzyki Dolne. Kandydatów na sołtysów i członków Rad Sołeckich zgłaszano na zebraniach wiejskich. Zmiany nastąpiły w trzech sołectwach, w Brzegach Dolnych sołtysem został Tadeusz Domaradzki, w Równi Leszek Dobosz, a w Ustjanowej Dolnej Ryszard Lawrenc. W pozostałych sołectwach rządzą dalej ci sami sołtysi.

Zmiany w Ustjanowej Dolnej
Najmłodszym sołtysem z gm. Ustrzyki Dolne został 29-letni Ryszard Lawrenc z Ustjanowej Dolnej. Na stanowisku zstąpił Marię Janik, która swoją funkcję sprawowała od 16 lat. Na Lawrenca głosowało 36 osób, z pośród 57 uprawnionych do głosowania. Nowy sołtys rewolucji w sołectwie nie zapowiada, jednak przekonuje, że ostro weźmie się do pracy.
- Na początek będę chciał usprawnić przepływ informacji między mieszkańcami, tak aby każdy był informowany o tym, co się dzieje w sołectwie – zapewnia Ryszard Lawrenc. – Zajmę się również świetlicą wiejską i unormujemy wydawanie do niej kluczy. Stworzymy również wzory umów dla osób, które będą chciały ją wynająć na imprezy. Świetlica jest po remoncie, a poprzedni sołtys przekazał fundusze sołeckie na doposażenie świetlicy, więc tę sprawę też trzeba skończyć – wylicza nowy sołtys.

(więcej ,,GB" 4)

 



Św. Hubert będzie miał świątynię w Mucznem

Najprawdopodobniej już latem, w Mucznem, w kościele pod wezwaniem św. Huberta odbędą się pierwsze msze dla wiernych. Modrzewiowy kościół powstaje przy drodze na Tarnawę, a parafia zbiera datki na dokończenie świątyni.
Kościół w Mucznem (pow. Lutowiska) powstaje z inicjatywy ks. abp Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, który w 2006 r. w piśmie powizytacyjnym, po święceniu kościoła w Tarnawie, zainicjował akcję szukania działki na kościół.
- Gdy powstał kościół w Tarnawie, to mieszkańcy Mucznego też postanowili w swojej parafii kościół postawić i zaczęli się o niego starać wraz z ks. arcybiskupem – mówi proboszcz ks. Marek Typrowicz, z parafii św. Anny w Ustrzykach Górnych. – Zdobycie działki pod budowę było jednak bardzo trudne i trwało aż pięć lat. W końcu udało się nam ją kupić, dzięki życzliwości Lasów Państwowych i Nadleśnictwa Stuposiany.
Z czasem do mieszkańców i arcybiskupa przyłączyła się również trzecia grupa inicjacyjna czyli leśnicy i myśliwi. To oni poprosili proboszcza, by kościół zrobić pod wezwaniem św. Huberta, ponieważ znaczną część mieszkańców Mucznego stanowią leśnicy, a św. Hubert jest jednym z patronujących leśnikom i myśliwym.
Parafia pozwolenie na budowę uzyskała jesienią 2013 r., a 11 listopada poświęcono plac pod budowę kościoła. Poświęcenia dokonał abp Józef Michalik, a mszę sprawował dziekan ks. Andrzej Majewski w asyście proboszcza ks. Marka Typrowicza i zaproszonych księży.

Budują go górale
Na przełomie kwietnia i maja 2014 r. grupa budowlańców Sylwestra Biesiady z Weremienia, wylała fundamenty, a budowa ścian z modrzewiowych bali rozpoczęła się we wrześniu 2014 r.
- Kościół w Mucznem budują górale z Gronia i Bukowiny Tatrzańskiej. To rodzina Rychtarczyków, ojciec z czterema synami i ich kuzyni z Lipa. Pan Rychtarczyk kiedyś mieszkał w Bieszczadach. Z czasem przeniósł się w rodzinne strony, teraz jednak postanowił pomóc nam w budowie świątyni – opowiada ks. Typrowicz.
Kościółek w większości budowany jest z modrzewia, ale też i jodły. Zaprojektowała go pochodząca z Ustrzyk Dolnych architekt Agata Jasińska-Malec, a konstrukcją i dokumentacją zajął się Łukasz Hawrylik.

(więcej ,,GB" 4)

 



Pierwszy bieg bez komandora

Ponad 140 osób wzięło udział w XXVIII Bieszczadzkim Biegu Lotników. Na trzech trasach o długości 15, 7,5 i 5,5 km odbyło się osiem biegów. W tym roku impreza po raz pierwszy odbyła się bez słynnego komandora – Stanisława Nahajowskiego, który był pomysłodawcą i głównym organizatorem Biegu Lotników.
XXVIII Bieszczadzki Bieg Lotników odbył się tradycyjnie w Ustajnowej obok Ustrzyk Dolnych. Tegoroczna edycja zaplanowana została na 24 stycznia, jednak ze względu na brak śniegu przełożono ją na 8 lutego. W lutym zawodom towarzyszyła już piękna zimowa sceneria, dzięki czemu MKS Halicz z Ustrzyk Dolnych mógł dobrze przygotować trasy.
- Jako organizatorzy chcielibyśmy mieć więcej czasu na przygotowanie tras, niestety warunki atmosferyczne nas nie rozpieszczały, na szczęście zawodnicy nie narzekali, a to najważniejsze – mówi Krzysztof Lachowski, z Podkarpackiego Okręgowego Związku Narciarskiego, kierownik zawodów. - W tym roku do zawodów stanęło 140 osób, to mniej więcej stała liczba zawodników, którzy co roku uczestniczą w biegu.

Wspomnienie komandora
Bieszczadzki Bieg Lotników od samego początku był „oczkiem w głowie” zmarłego tragicznie w zeszłym roku Stanisława Nahajowskiego Prezesa Podkarpackiego Okręgowego Związku Narciarskiego i Komandora Biegu Lotników. Stanisław Nahajowski chciał w ten sposób upamiętnić tradycje lotnicze Ustjanowej, gdzie swego czasu było nawet 840 szybowców. Przed biegiem odbyło się złożenie kwiatów pod pomnikiem lotników w Ustianowej oraz odsłonięcie tablicy upamiętniającej komandora.
- Pan Stanisław był jego pomysłodawcą i od samego początku mocno zaangażował się w ten trwający już blisko 30 lat projekt. Ciężko było w tym roku bez niego. Ewidentnie brakowało nam komandora, i podczas przygotowań, kiedy wciąż wpadał na jakieś nowe pomysły i ulepszenia, oraz podczas już samej imprezy – wspomina Krzysztof Lachowski. - To było rzeczywiście jego „oczko w głowie”. Zawsze sam sprawdzał i przygotowywał trasy. Na trasach można go było spotkać przez cały rok. Wiemy, że nikt mu nie dorówna w pasji z jaką tworzył tą imprezę i promował narciarstwo. Tacy ludzie jak on są niepowtarzalni, był naprawdę wyjątkowy – dodaje Lachowski.

(więcej ,,GB" 4)

 



Dzień Kobiet z Krystynami
w Ustrzykach Dolnych


Od siedemnastu lat Krystyny hucznie świętują swoje imieniny. W tym roku podkarpackie Krystyny, postanowiły uczcić je 13 marca, w Ustrzykach Dolnych. Na wspólne świętowanie zapraszają jednak nie tylko panie o tym wdzięcznym imieniu, ale wszystkie panie, które chcą wspólnie świętować Dzień Kobiet.
Panie noszące królewskie imię Krystyna, od siedemnastu lat manifestacyjnie świętują 13 marca swoje imieniny. W tym roku III Podkarpackie Imieniny Krystyn trafiły do Ustrzyk Dolnych.
- Idea organizacji regionalnych imienin w różnych miejscach na Podkarpaciu, zrodziła się w po XV Jubileuszowym Ogólnopolskim Zjeździe Krystyn w Rzeszowie w 2012 roku – wyjaśnia Krystyna Leśniak-Moczuk, prezes Stowarzyszenia Krystyn Podkarpackich. – Do Ustrzyk Dolnych trafiłyśmy w tym roku na zaproszenie Małgorzata Gergasz, ambasadorki swojego lokalnego środowiska, nauczycielka z ZSP nr 1. Jej patriotyzm lokalny spowodował, że władze samorządowe i przedstawiciele instytucji przyjmą w Ustrzykach rzeszę Krystyn. Na wspólne świętowanie Dnia Kobiet zapraszamy jednak nie tylko swoje imienniczki, ale i inne kobiety.
Krystyny wraz z innymi paniami, Ustrzykami Dolnymi zawładną już w sobotę 7 marca. Najpierw jednak odbędzie się msza św., ku pamięci śp. Krystyny Bochenek w kościele św. Józefa Robotnika. Po mszy kolorowy korowód Krystyn z miejską orkiestrą dętą przejdzie do Ustrzyckiego Dom Kultury. Tam uczniowie z uczniów ZSP nr 1 powitają je kwiatami. Następnie młodzież szkolna i lokalne zespoły zaprezentują swoje talenty.
Na scenie Ustrzyckiego Domu Kultury zabrzmi też hymn III Podkarpackich Imienin Krystyn pt. „Wyjątkowy Teatr Krystyna”, do którego słowa napisała właśnie ustrzyczanka Małgorzata Gergasz, z aranżacją Piotra Leszega. Piosenkę tej samej spółki autorskiej „Wśród kamienic Anny śpiew” wykona Katarzyna Szkutnik, finalistka konkursu „Student ma talent”. Recital operowy da Krystyna Szydłowska, solistka Teatru Muzycznego w Lublinie. Krystyna Leśniak-Moczuk prezes Stowarzyszenia Krystyn Podkarpackich, prof. dr hab. Uniwersytetu Rzeszowskiego nada godności „Krystynianin Pierwszy” i „Honorowa Krystyna”, wręczy nagroda „KRYNI” 2015, zapromuje także autorską książkę pt. „Fenomen Krystyn”.

(więcej ,,GB" 4)

 



Jak to jest z tym niedźwiedziem?

Przeglądając fora internetowe dotyczące Bieszczadów często natrafiam na pytania dotyczące niedźwiedzi. W zimie szczególnie często pojawia się opinia, że wybierając się teraz w góry na pewno nie spotkamy się oko w oko z tym największym polskim drapieżnikiem, bo jak wiadomo miś całą zimę przesypia.
Drodzy Państwo – to nie jest tak, że nasz bohater jesienią zamyka oczy w wygodnej i ciepłej gawrze, a budzą go pierwsze promienie kwietniowego słońca. Wszystko zależy od pogody, ale nawet podczas mroźnej, śnieżnej i długiej zimy niedźwiedzie nie śpią nieprzerwanie. Co kilka dni się budzą, wychodzą poszukać pokarmu, a jeśli go znajdą to najzwyczajniej żerują. Jeśli pożywienia jest pod dostatkiem mogą przychodzić do niego codziennie, aż się skończy. I dopiero wtedy wracają do gawry, aby pospać tydzień czy dwa. Jeśli zaś zima jest łagodna, to nasze misie mogą wcale się nie ułożyć do dłuższego snu, a jedynie drzemać po kilka godzin dziennie. Włóczą się wtedy po lesie, szukają np. buraków, które wykładają leśnicy dla jeleni i ogólnie są rozdrażnione. To dlatego zimowe spotkanie z niedźwiedziami są tak samo niebezpieczne jak te wiosenne, gdy możemy natknąć się na mamę z dziećmi. Oczywiście, praktycznie zawsze to zwierzę pierwsze ucieka widząc człowieka, ale wiadomo, wypadki się zdarzają. Dlatego po raz kolejny do Państwa apeluję: nie starajmy się podchodzić do zauważonego zwierzaka. Spokojnie i powoli się wycofajmy stale go obserwując. W olbrzymiej większości przypadków niedźwiedź nie będzie się nami interesował, tylko pójdzie w swoją stronę, albo dalej będzie kontynuował posiłek. I właśnie takich spotkań Państwu życzę, bo nie ma co ukrywać że widok niedźwiedzia w jego naturalnym środowisku robi wrażenie. Oczywiście pod warunkiem, że obrazek ten obserwujemy z daleka i nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo. A ten „stary niedźwiedź co mocno śpi” niech budząc się nie będzie zły i tym bardziej niech nie próbuje nas zjeść.
Darz bór !!!
Mateusz Świerczyński Nadleśnictwo Cisna
Foto: Niedźwiedzie nie śpią przez całą zimę
Foto: fotopułapka Nadleśnictwa Cisna

(więcej ,,GB" 4)

 



Bieszczadzkie smaki

Wszyscy pamiętamy, że najlepsze pierogi robiła nam babcia, która miała na nie swoją specjalną recepturę, a jej nalewki, ogórki kiszone czy grzybki marynowane rozpływały się w ustach. Zależy nam na tym, by te unikalne przepisy nie zginęły, by smaki Łemków i Bojków, którzy kiedyś zamieszkiwali Bieszczady, pozostały i nadal mogły cieszyć nasze podniebienia. Dlatego rozpoczynamy w Gazecie Bieszczadzkiej nowy cykl kulinarny.
Jako pierwsza oryginalny bieszczadzki przepis, zgodziła się nam zdradzić Joanna Dąbrowiecka, która prowadzi Gościniec „Dębowa Gazdówka” w Łodynie, u podnóża Laworty.

Fuczki Ciasto naleśnikowe:
- mleko
- mąka
- jajko
Ciasto wymieszać i dodać do niego odciśniętej i pokrojonej kiszonej kapusty. Ważne by była to dobra kiszona kapusta. Wszystko jeszcze raz wymieszać i smażyć na patelni, najlepiej na oleju z dodatkiem smalcu. Usmażone placuszki mają być wielkości placków ziemniaczanych.

- Fuczki to było kiedyś normalne, popularne danie obiadowe. Łemkowie i Bojkowie, te placki mogli jeść cały rok. Kapusta kiszona cały czas dostępna, tak samo jak jajka i mleko. W tej chwili trochę uszlachetniliśmy przepis, bo do ciasta naleśnikowego dodaliśmy trochę śmietany, która sprawia, że robią się pulchniejsze. Na sam wierzch też można dać kleksa śmietanki. Wyglądają jak placki ziemniaczane i często turyści mówią, że placki ziemniaczane znają, ale jak spróbują naszych, to bardzo im smakują– mówi Joanna Dąbrowiecka. - Wiosną, kiedy są świeże zioła można do nich dodać np. czosnku niedźwiedziego. Placuszki podaje się na gorąco, tak więc latem można podgrzać je na przykład na grillu. Kiedyś wpadłam na pomysł, aby taki typowy placek po bieszczadzku, podawać na fuczkach i wtedy są one takie prawdziwe, typowo z Bieszczad. Kapustki nie trzeba dusić, wrzuca się odciśniętą prosto do ciasta
paba
fot. P. Bajda
bieszczadzka@wp.pl
p.bajda@ustrzyki-dolne.pl

(więcej ,,GB" 4)

 



Wpadł przez złą cenę

Ukrainiec próbował wywieźć z Polski kradziony chwytak przeładunkowy. Wpadł, bo na fakturze zamiast 49 tys. zł wpisał 4 tys.
Przez bieszczadzkie przejścia graniczne próbowano już przewieźć pochodzące z kradzieży samochody, rowery oraz różnego rodzaju maszyny budowlane. Tym razem w ręce strażników granicznych z Krościenka wpadł chwytak przeładunkowy do stali.
Do odprawy granicznej w drogowym przejściu granicznym w Krościenku zgłosił się 43 – letni obywatel Ukrainy. W swoim samochodzie dostawczym wiózł chwytak przeładunkowy do stali.
- Mężczyzna twierdził, że kupił go w Polsce od mieszkańca województwa dolnośląskiego – wyjaśnia mjr Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiej Straży Granicznej. - Podejrzenia funkcjonariuszy wzbudził fakt, że w umowie kupna – sprzedaży widniała cena tylko 4 tysięcy złotych.
Przy pomocy funkcjonariuszy policji sprawdzono umowę i okazało się że jest ona podrobiona, a osoba sprzedająca w ogóle nie istnieje. Mężczyźnie został przedstawiony zarzut sfałszowania dokumentów oraz paserstwa.
Wartość pechowego chwytaka oszacowano na, aż 49 tysięcy złotych. Prawdopodobnie został on skradziony na terytorium Niemiec. Sprawę przekazano do dalszego prowadzenia funkcjonariuszom Policji z Ustrzyk Dolnych.
paba

(więcej ,,GB" 4)

 



Nowy szef leskiej policji

W Lesku nastąpiła zmiana na stanowisku Komendanta Powiatowego Policji. Mundurem pożegnał się odchodzący na emeryturę inspektor Wiesław Korczykowski. Jego następca został komisarz Roland Szczepanik.
Ze stanowiskiem Komendanta Powiatowego Policji w Lesku i jednocześnie z policyjnym mundurem, 16 lutego, pożegnał się odchodzący na emeryturę inspektor Wiesław Korczykowski. Podczas uroczystej odprawy dowodzenie leską jednostką policji objął jego dotychczasowy zastępca, komisarz Roland Szczepanik.
Uroczystość zmiany na stanowisku Komendanta Powiatowego Policji w Lesku, odbyła się w sali narad Starostwa Powiatowego w Lesku. Na sali zgromadziła się nie tylko załoga jednostki, ale też i przybyli goście, a wśród nich m.in.: Andrzej Olesiuk starosta powiatu leskiego i jego zastępca Wiesław Kuzio, Barbara Jankiewicz Burmistrz Miasta i Gminy Lesko, Krzysztof Zapała wójt gminy Olszanica, Adam Piątkowski wójt gminy Solina, Robert Stępień wójt gminy Baligród, Renata Szczepańska wójt gminy Cisna, Andrzej Cyran prezes Sądu Rejonowego w Lesku, Maria Chrzanowska Prokurator Rejonowy.
Zastępca Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Policji inspektor Piotr Michna, przyjął od komendantów meldunki o zdaniu i objęciu stanowiska służbowego.
Inspektor Wiesław Korczykowski podziękował funkcjonariuszom i pracownikom swojej jednostki za długoletnią wspólną służbę. Złożył również podziękowania samorządowcom i przedstawicielom instytucji współpracujących z leską Policją. Sam przyjął serdeczne podziękowania za wszystkie lata wytężonej pracy oraz wiele życzeń wszelkiej pomyślności.
Obejmujący stanowisko Komendanta Powiatowego Policji w Lesku komisarz Roland Szczepanik w swoim przemówieniu wyznaczył kierunek swojej pracy, do którego należy m.in. dążenie do realizacji budowy nowej siedziby komendy, utrzymanie wysokiego poziomu bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie powiatu.
Komisarz Roland Szczepanik w Policji służy ponad 25 lat. Pracował zarówno w wydziałach prewencji jak i kryminalnym. Od 2006 r. był Naczelnikiem Wydziału Kryminalnego KPP w Ustrzykach Dolnych. Od dwóch lat zajmował stanowisko zastępcy komendanta leskiej policji. Z wykształcenia jest socjologiem.
KPP/paba

(więcej ,,GB" 4)

 



Ustrzycka policja dostanie nowy radiowóz

10 tys. zł przeznaczyła na zakup nowego radiowozu Rada Miejska w Ustrzykach. Kolejne pieniądze wpłyną od gmin oraz z komendy głównej i od wojewody. Jednak nowy radiowóz pojawi się dopiero jesienią tego roku.
Obecnie w Powiatowej Komendzie Policji w Ustrzykach Dolnych znajduje się ponad dwadzieścia radiowozów. Wiek taboru, jakim dysponuje komenda ocenia się na 5-6 lat. Ostatni radiowóz do Ustrzyk trafił dwa lata temu. Samorządy Ustrzyk Dolnych, Czarnej i Lutowisk, zgodziły się dofinansować zakup nowego radiowozu. Ustrzyki – 10 tys zł, a Czarna i Lutowiska po 2,5 tys. Pozostałe pieniądze będą pochodzić z funduszu Województwa Podkarpackiego 17,5 tys złoty
Najważniejszą sprawą są uchwały samorządów z terenu powiatu bieszczadzkiego, które zgodziły się dofinansować zakup radiowozu
- Zakup radiowozu nastąpi za pomocą Komendy Wojewódzkiej i przetargu, który jest ogłaszany dla wszystkich jednostek, które zgłosiły zapotrzebowanie na nowe radiowozy - wyjaśnia Edward Sidorski z Powiatowej Komendy Policji w Ustrzykach Dolnych.
Przetarg zostanie ogłoszony najprawdopodobniej na przełomie maja i czerwca. Cała procedura potrwa kilka miesięcy, więc nowy wóz do Ustrzyk trafi nie wcześniej jak w październiku. W trakcie przetargu zostanie wyłoniona marka pojazdu, wiadomo jednak, że musi on być odpowiednio przystosowany do potrzeb policji.
Obecnie najważniejszą sprawą są uchwały samorządów z terenu powiatu bieszczadzkiego, które zgodziły się dofinansować zakup radiowozu. Komendant Powiatowej Komendy Policji w Ustrzykach Dolnych dziękuje im za to, że zgodzili się na finansowe wsparcie.
paba

(więcej ,,GB" 4)

 



Pogranicznicy ćwiczyli
w warunkach zimowych


Dziewiętnastu funkcjonariuszy z Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej przez kilkanaście dni intensywnie ćwiczyło akcje ratownicze w górskich warunkach. Szkolenie prowadzono w okolicach Wetliny, Ustrzyk Górnych i Stuposianach.
Szkolenia organizowane są co roku. W kursie, oprócz doświadczonych funkcjonariuszy, biorą też udział nowe osoby, które podnoszą swoje umiejętności w posługiwaniu się sprzętem skitourowym czyli na specjalnych nartach, które w warunkach lawinowych sprawdzają się lepiej niż rakiety.
- Ćwiczyliśmy też jak poruszać się jadąc na nartach za skuterem śnieżnym lub samochodem, co jest dla nas bardzo ważne, bo jednorazowo możemy przemieścić większą liczbę funkcjonariuszy, którzy są potrzebni np. do udzielenia pierwszej pomocy – wyjaśnia chor. szt. Bogdan Ślazyk z placówki BOSG w Ustrzykach Górnych. – Dzięki takim szkoleniom, sprzęt jest przez nas odpowiednio użytkowany, mniej się niszczy i służy nam dłużej.
Strażnicy podkreślają, że podstawą ich umiejętności jest doskonała kondycja fizyczna i umiejętnie rozkładane sił. – Nie da się ukryć, że w takich warunkach sprawdzają się tylko osoby, które są obyte z nartami. Muszą świetnie jeździć na stoku, co sprawdzamy na początku szkolenia, bo jazda na nartach w terenie jest dużo bardziej skomplikowana i wymaga większych umiejętności. Na trasie występują krzaki, drzewa oraz śnieg, który nie jest ubity jak na wyciągach - dodaje
W szkoleniu „Techniki transportowe wykorzystywane w ochronie granicy państwowej z elementami ratownictwa górskiego w warunkach zimowych”, wzięło udział dziewiętnastu funkcjonariuszy Straży Granicznej z bieszczadzkich placówek Wetlina, Ustrzyki Górne, Stuposiany i Czarna Górna.
paba
Fot. P. Bajda



Skitour to połączenie narciarstwa zjazdowego z turystyką górską. Umożliwia ono swobodne przemieszczanie się w trudnych terenach górskich. Do nart przyczepiona jest specjalna taśma, która ułatwia wchodzenie pod górę. Po zdjęciu jej można bez przeszkód zjeżdżać w dół. Sprzęt skitourowy charakteryzuje się również specjalnym obuwiem, które jest lżejsze i ma funkcje przełączania buta z trybu zjazdowego na „chodzony”.

 

KKULTURA


Zygmunt Krasowski
„PRZYJACIELSKA” WYMIANA „ cz. II


„Rząd RP zwrócił się do rządu ZSRR z prośbą o zamianę niewielkiego pogranicznego odcinka Polski na równorzędny mu przygraniczny odcinek terytorium ZSRR Stosowny układ podpisano 15 lutego 1951 roku w Moskwie.
Wymiana odcinków przygranicznych była podyktowana interesami gospodarki polskiej. Jako podstawowy motyw podano chęć pozyskania złóż ropy naftowej, które miały znajdować się w Bieszczadach po stronie radzieckiej. W zamian za te bogactwa naturalne ZSRR miał uzyskać jedynie ”pewne udogodnienia w komunikacji kolejowej” Umowa „stanowiła nowy akt braterskiej pomocy dla nas ze strony ZSRR”. Ten lakoniczny komunikat oznaczał przyłączenie do Polski części Bieszczad, stanowiących dzisiaj powiat bieszczadzki, w zamian za utracone powiaty hrubieszowski i tomaszowski.
Od postanowień konferencji jałtańskiej i poczdamskiej zmiana granic pomiędzy Polską a ZSRR była i jak dotychczas pozostaje największą. Przy tej okazji warto wspomnieć mało znany fakt narzucenia Polsce nie zapisanego w układzie obowiązku przyjęcia na przyłączany obszar uchodźców politycznych z Grecji, którzy do 1951 roku przebywali w ZSRR. Stąd razem z mieszkańcami z sokalskiej grzędy w Bieszczadach we wsiach Krościenko, Stebnik, Liskowate, Trzcianiec, Wojtkowa i Kwaszenina osiedlano Greków.

Przedmiotem umowy była wymiana 480 km2 i dla jej realizacji powołano na zasadach parytetu Mieszaną Polsko-Radziecką Komisję dla Delimitacji Granicy w składzie po 3 pełnomocników z każdej strony. Komisja ta miała rozpocząć prace terminie 2 tygodni po podpisaniu umowy a prace miały być zakończone w 3 miesiące po wymianie dokumentów ratyfikacyjnych. Zagadnienia majątkowe związane z zamianą odcinków granicznych uregulowane zostały w protokole do Umowy. Obie strony zobowiązały się do przekazana stronie na rzecz której przechodzi terytorium bez odszkodowania i w stanie nienaruszonym nieruchomy majątek państwowy, spółdzielczo-kołchozowy, spółdzielczy w tym urządzenia przedsiębiorstw, kolei, środków łączności. Obie strony miały prawo wywozu ruchomego majątku państwowego, spółdzielczego włącznie z nie zamontowanymi urządzeniami przedsiębiorstw, środki transportu, tabor kolejowy, wozy, zwierzęta, traktory, kombajny, inne maszyny rolnicze i zwierzęta użytkowe. Nie podlegała tez kompensacie wartość mienia nieruchomego pozostawionego przez osoby przesiedlające się. Strony umówiły się, że przekazanie odcinków podlegających zamianie i przesiedlenie ludności winno być zakończone nie później niż w ciągu 6 miesięcy od wejścia w życie umowy. Z naszej strony warunki przesiedlenia ludności w związku z wymianą terytoriów przygranicznych regulowała specjalna Uchwała Nr 427 Prezydium Rządu z 2 czerwca 1951 roku. Dla sprawnego przeprowadzenia akcji przesiedleńczej powołano urząd Pełnomocnika Rządu do Spraw Przesiedlenia.
zdjęcia i reprodukcje: Zygmunt Krasowski

(więcej ,,GB" 4)

 



Po Bieszczadach „kręcą się” gwiazdy

Chyra, Dorociński, Grabowski to trzon obsady nowego filmu, który właśnie powstaje w malowniczych krajobrazach Bieszczad. „Na granicy” reżyseruje według własnego scenariusza debiutujący w fabule uznany dokumentalista Wojciech Kasperski.
Pierwszy klaps na planie polskiego thrillera padł pod koniec stycznia tego roku. Jego fabuła to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia ojca – w tej roli Andrzej Chyra - i jego dwóch synów, którzy przyjeżdżają na tydzień w Bieszczady, aby ułożyć sobie relacje po niedawnej rodzinnej tragedii jaką była śmierć żony i matki. Już następnego dnia w ich życiu zjawia się tajemniczy nieznajomy. Pojawiający się w odciętej od cywilizacji górskiej bazie, wciąga bohaterów w mroczny i niebezpieczny świat przestępczego pogranicza. Aby przetrwać, bracia będą zmuszeni do odrobienia trudnej lekcji dojrzałości. Okazuje się, że ów nieznajomy to były przemytnik, który uczestniczył w nieudanej akcji przerzutu ludzi zza ukraińskiej granicy.
- Wtedy zaczyna się ostra jazda. Będą emocje, krew i niestety trupy – zdradza Marcin Wierzchosławski, prezes firmy Metro Films, która produkuje obraz.
W czarny charakter opowieści wciela się Marcin Dorociński, który na swoim profilu społecznościowym już zapewnia wszystkich widzów iż w kinie czekać będą na nich wielkie emocje w prawdziwie mocnym, męskim kinie.
Chyrze i Dorocińskiemu na ekranie towarzyszyć będą m.in. Andrzej Grabowski i Janusz Chabior. Synów głównego bohatera grają Bartosz Bielenia, student Akademii Teatralnej w Warszawie, i debiutujący przed kamerą Kuba Henriksen.
Za zdjęcia do „Na granicy” jest sam Łukasz Żal, operator nominowany do Oscara za zdjęcia do bijącej rekordy popularności „Idy”. Scenografia to dzieło Marka Warszewskiego, który stoi m.in. za sukcesem głośnego „Miasta 44”.
Marcin Kalita
fot. Wojciech Zatwarnicki

(więcej ,,GB" 4)

 



W poszukiwaniu ducha Bieszczadów

Siekierazada w Cisnej, cerkiew w Łopience, Park Konny w Zatwarnicy, stacja kolejowa w Uhercach i zalew soliński - staną się latem miejscem dla nietypowych występów teatralnych. Teatr im. Wandy Siemaszkowej z Rzeszowa, poszukuje oryginalnych bieszczadzkich miejsc na wystawienie sagi w 5 aktach - „Wyżej niż połonina”. Do wspólnej zabawy zaprasza również mieszkańców Bieszczad.
Do udziału w sadze „Wyżej niż połonina”, zostaną zaproszeni lokalni artyści oraz osoby, które swoją oryginalnością wyróżniają się spośród społeczeństwa. Wezmą oni udział w przedstawieniu razem z profesjonalnymi aktorami „Siemaszki”.
- Spektakl będzie żył i każdym miejscu, w którym będziemy do wystawiać, będzie wyglądał inaczej, a reżyser będzie go zmieniał na bieżąco.– wyjaśnia Agnieszka Wajda, koordynator wydarzeń artystycznych z Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. – Aktorzy będą wychodzili do widza, dlatego postanowiliśmy nie zamykać przedstawienia w przestrzeni stricte scenicznej. Dlatego szukamy teraz klimatycznych miejsc na wystawienie sztuki. Chcemy pokazać ducha Bieszczad.
Autorem pomysłu na wystawienie interaktywnej sztuki w najciekawszych bieszczadzkich miejscach, jest reżyser Tomasz A. Żak, który przekonuje, że Bieszczady, jako górska perła Podkarpacia, od zawsze były owiane swoistą mitologią.
- Wpływ na to ma niewątpliwie powikłana i krwawa historia okresu powojennego m.in. walki z bandami UPA, tzw. Akcja Wisła, zmiana granic, jak i ciężka praca ludzi na tych obszarach w latach powojennych. Do tego należy dodać „zew przygody”, który w te tereny przyciągał wszelkiego rodzaju odmieńców, ludzi zagubionych czy wręcz odwrotnie – łaknących prawdziwych, męskich wyzwań oraz całe rzesze artystów, tutaj właśnie szukających natchnienia - wyjaśnia w projekcie Tomasz A. Żak. - Większość z nich uciekała stąd, nie mogąc sprostać ciężkim warunkom życia, inni, nie mając dokąd wracać, wegetowali latami, imając się różnych zajęć i nader często swe frustracje topiąc w alkoholu. Nieliczni osiedlali się pod połoninami, choć sukces - ten w rozumieniu ludzi z miast – osiągali nader rzadko.

Paulina Bajda
fot. Teatr im. Wandy Siemaszkowej

(więcej ,,GB" 4)

 

SPORT


Puchar Bieszczadów w szachach
przypadł Ukraińcowi


Rekordowa liczba, bo aż 80 zawodników, z trzech krajów uczestniczyła w tegorocznym Pucharze Bieszczadów w szachach. Zwyciężył Peter Golubka z Ukrainy przed SMOLKOV Igorem również z Ukrainy.
Przekrój wiekowy w tegorocznym Pucharze Bieszczadów był ogromny. Do rywalizacji stanęli bowiem nie tylko doświadczeni, wiekowi zawodnicy ale również młodzież. Do Ustrzyk Dolnych zjechali zawodnicy nie tylko z Podkarpacia, ale również z Węgier i Ukrainy.
- Miło widzieć, że zainteresowanie szachami nie maleje – mówi Andrzej Lachowski, organizator Pucharu Bieszczadów. – W tegorocznej imprezie wzięła udział rekordowa liczba zawodników. Od 10 lat nie było ich tak dużo, a szachy w Ustrzykach Dolnych maja już ponad trzydziestoletnią tradycję. Klub LKS Mechanizator Ustrzyki Dolne działa bowiem już od lat 70-tych.
Turniej odbył się 15 lutego w Hali ZSP Nr 1 w Ustrzykach Dolnych. Zwyciężył Peter Golubka z Ukrainy przed Igorem Smolkovem, również z Ukrainy i Danielem Kopczykiem - LKS Parnas Stara Wieś.
Wśród kobiet zwyciężyły: I m-ce Yulia Savchuk z UKR - Lwow SSZS„ - 46 im. W. Czornowola 6,0 pkt., II miejsce zajęła Magdalena Dobrzańska z KS Komunalni Sanok 6,0 pkt., a III miejsce przypadło Marcie Michalskiej-Konik z LKS Mechanizator Ustrzyki Dolne.
W klasyfikacji zespołowej: I m-ce zajął KS Komunalni Sanok - 2 4 pkt., II miejsce UKS SP 1 Brzozów - 23 pkt., a III miejsce Lwow SSZS„–46 im. W, Czornowola - 22 pkt.
paba

(więcej ,,GB" 4)

 



I Turniej Tenisa Stołowego w Krościenku
„Ferie Zimowe 2015”


Od czterech miesięcy młodzież w Krościenku ma nową pasję, jest nią tenis stołowy. Powstała nawet grupa amatorska, której trenerem został pasjonat tenisa Zbigniew Chmielowski.
Tenis stołowy w Krościenku zaczął rozkwitać już cztery miesiące wcześniej. Zaczęło się od wyjazdu reprezentacji dzieci i młodzieży na rozgrywki do Ustjanowej. To tam zrodził się pomysł utworzenia grupy amatorskiej młodych sportowców, których w Krościenku nie brakuje. Prowadzeniem grupy zajął się Zbigniew Chmielowski Od listopada raz w tygodniu w świetlicy spotykaj się najmłodsi, młodzież oraz dorośli - miłośnicy tenisa stołowego. Jest to pomysł nie tylko na rywalizację sportową, ale przede wszystkim na sposób spędzania wolnego czasu, wspólne rozmowy oraz integrację środowiska.
Na I turniej, który odbył się 14 lutego, przybyło 20 uczestników. Zawodnicy zostali podzieleni na trzy grupy: dziewczęta, chłopcy SP i gim. , chłopcy szkoła średnia i wyżej. Turniej rozegrany został systemem rosyjskim. Oprócz świetnej zabawy towarzyszył wszystkim duch walki. Zwycięzcy otrzymali medale, dyplomy i nagrody rzeczowe, pozostali uczestnicy, którym nie udało się uzyskać podium otrzymali dyplomy za uczestnictwo oraz upominki. Po zaciętej walce na zawodników czekał słodki poczęstunek i napoje przygotowane przez panie Aleksandrę Ziembicką, Leokadię Bis, Anitę Szydełko i Anetę Chmielowską.
Organizatorzy i uczestnicy I Turnieju Tenisa Stołowego składają serdeczne podziękowanie współorganizatorom turnieju Zbigniewowi Chmielowskiemu - opiekunowi i trenerowi Klubu Tenisa Stołowego w Krościenku, radnej Leokadii Bis oraz sołtys wsi Aleksandrze Ziembickiej. Podziękowania należą się również fundatorom nagród: Piotrowi Szewczykowi Z-cy Naczelnika OSP w Krościenku, Przemysławowi Szukalskiemu (PPH „DANKROS” w Krościenku), Agacie Górskiej (OSK „AGATKA” w Krościenku), Michałowi Rygielowi (UDK w Ustrzykach Dolnych), Krzysztofowi Lachowskiemu.
tekst i fot. Aneta Chmielowska

(więcej ,,GB" 4)

 



Uczniowie ścigali się w Ustjanowej

W dniach 17 - 18 lutego br. na trasie pod szczytem góry Żuków w Ustianowej k. Ustrzyk Dolnych odbywały się Wojewódzkie Igrzyska Młodzieży Szkolnej - Wojewódzka Gimnazjada w Biegach Narciarskich.
W zawodach uczestniczyło 137 gimnazjalistów i gimnazjalistek. W wyścigach chłopców wystartowało 15 szkół z województwa podkarpackiego, a wśród dziewcząt 12. Zdecydowane zwycięstwa w klasyfikacji szkół odnieśli gimnazjaliści z Narciarskiej Szkoły Sportowej w Ustrzykach Dolnych zwyciężając zarówno wśród chłopców jak i dziewcząt. Niespodzianką było II miejsce Gimnazjum Nr 1 Ustrzyki Dolnych wśród dziewcząt. Indywidualne zwycięstwa odnieśli, wśród dziewcząt Izabela Marcisz z Gimnazjum Korczyna, a wśród chłopców Paweł Sałosz z NSS Ustrzyki Dolne

Organizatorami zawodów byli Podkarpacki Wojewódzki Szkolny Związek Sportowy w Rzeszowie, Bieszczadzki Szkolny Związek Sportowy w Ustrzykach Dolnych, Urząd Miejski w Ustrzykach Dolnych, Szkoła Podstawowa w Ustianowej oraz Narciarska Szkoła Sportowa - ZSP Nr 2 w Ustrzykach Dolnych.
W otwarciu oraz zakończeniu zawodów uczestniczyli między innymi: Jacek Bigus - W-ce Prezes Podkarpackiego Wojewódzkiego SZS, Czesław Luty - Prezes Bieszczadzkiego SZS w Ustrzykach Dolnych, Marek Konopka - Dyrektor SP w Ustianowej oraz Krzysztof Lachowski - Urząd Miejski Ustrzyki Dolne.



Wyniki wojewódzkiej Gimnazjady w Biegach Narciarskich, w Ustjanowej Górnej

dystans 3 km. 18 lutego

wyniki dziewcząt ur. 1999-2001
1. Marcisz Izabela Gimnazjum Korczyna 07:20,4
2. Sabina Lizis NSS Ustrzyki Dolne 07:39,4
3. Zuzanna Konik NSS Ustrzyki Dolne 07:47,2
4. Luiza Motyka NSS Ustrzyki Dolne 08:28,9
5. Jolanta Chwostyk Gimnazjum nr 1 Ustrzyki Dolne 08:44,6
6. Kinga Polityńska NSS Ustrzyki Dolne 08:47,8
7. Katarzyna Hersche NSS Ustrzyki Dolne 08:51,1
8. Jagoda Biskup Gimnazjum Jedlicze 09:07,8
9. Anna Cyrbuch NSS Ustrzyki Dolne 09:17,7
10 Zuzanna Wójtowicz NSS Ustrzyki Dolne 09:24,1

wyniki chłopców ur. 1999-2001
1. Paweł Sałosz - NSS Ustrzyki Dolne - 06:36,9
2. Michał Szwast Gimnazjum Lubatowa - 06:41,4
3. Kacper Fundacz NSS Ustrzyki Dolne - 07:04,4
4. Maciej Buśko NSS Ustrzyki Dolne - 07:08,9
5. Maciej Giefert NSS Ustrzyki Dolne - 07:28,3
6. Łukasz Królikowski NSS Ustrzyki Dolne - 07:37,5
7. Szymon Paszkiewicz NSS Ustrzyki Dolne - 07:42,6
8. Kamil Haczela Gimnazjum Jedlicze - 07:45,4
9. MIchał Krukar ZSP Klimkówka 07:59,6
10 Marcin Kasperkowicz ZSP Klimkówka - 08:19,4

dystans 2km 17 lutego

wyniki chłopców ur. 2002-2004
1. Szymon Rygiel ZSP Klimkówka 05:48,2
2. Bruno Fudała NSS Ustrzyki Dolne 05:52,1
3. Łukasz Lachowski NSS Ustrzyki Dolne 06:15,8
4. Kamil Ozga NSS Ustrzyki Dolne 06:33,3
5. Paweł Kania Sp Lubatowa 06:35,5
6. Dawid Cukierda NSS Ustrzyki Dolne 06:38,5
7. Michał Janocha SP Jedlicze 06:38,5
8. Jakub Wajda Sp Jedlicze 06:54,3
9. Jarosław Ozga NSS Ustrzyki Dolne 07:01,0
10 Radosław Dybka SP Jasło 07:01,9

wyniki dziewcząt ur 2002-2004
1. Renata Prędki NSS Ustrzyki Dolne 05:51,6
2. Oliwia Buśko NSS Ustrzyki Dolne 06:15,0
3. Roksana Ciborowska SP Jasło 06:39,3
4. Zuzanna Młynarczyk Sp Ustjanowa Górna 06:44,0
5. Emilka Kwaśnik NSS Ustrzyki Dolne 06:53,5
6. Aleksandra Harsche NSS Ustrzyki Dolne 06:55,7
7. Małgorzata Pernal SP Lubatowa 06:56,2
8. Joanna Socha NSS Ustrzyki Dolne 07:14,4
9. Weronika Bil SP Jedlicze 07:19,7
10. Weronika Czaja NSS Ustrzyki Dolne 07:34,2
paba

(więcej ,,GB" 4)

 



„Tropem żubra” na 102

102 zawodników stanęło na starcie II Bieszczadzkiego Biegu Narciarskiego „Tropem żubra”, który w sobotę 14 lutego rozegrano w Mucznem na terenie Nadleśnictwa Stuposiany. Impreza doskonale wpisała się w kampanię promocyjną „Lasy Państwowe. Zapraszamy”
Zawodnicy rywalizowali na dystansach 2 i 9 km. Najliczniej na starcie zjawili się leśnicy i funkcjonariusze Straży Granicznej, dla których przewidziano osobne klasyfikacje. Bieg pań na 9 km wygrała Zuzanna Konik, zaś wśród mężczyzn zwyciężył, podobnie jak w poprzedniej edycji, Jacek Staroń z Krosna. Co piąty uczestnik biegu był leśnikiem. Wyścig leśniczek wygrała Agata Lenkiewicz-Bardzińska (nadl. Lutowiska) przed Anną Mileną Sikorską (nadl. Ujsoły) i Dominiką Dąbrowską (nadl. Dukla). Najlepszym spośród ludzi lasu okazał się Piotr Szczygieł (RDLP w Lublinie) przed Jackiem Habratem (RDLP w Krośnie) i Teodorem Fursem (nadl. Baligród). Dwukilometrowy dystans dla dzieci najszybciej przebiegli Zuzanna Młynarczyk i Szymon Rygiel.
Na trasie tego dnia szusowali również weterani szlaków narciarskich i turystycznych, jak choćby Krystian Ignas, 75-latek z Rzeszowa, zaś najmłodszym uczestnikiem biegu był ośmioletni Sebastian Garbowski. Wśród zawodników był też Bogdan Rzońca, poseł na Sejm RP.
Głównym organizatorem imprezy było Stowarzyszenie Bieszczadzkie Trasy Narciarskie, działające od roku w Stuposianach.
- Włożyliśmy wiele pracy w przygotowanie tej edycji biegu, udało się przygotować nowy przebieg trasy i wykonać tory w najwłaściwszym momencie – mówiła Ewa Tkacz, prezes Stowarzyszenia BTN. – Szkoda tylko, że nie mogliśmy przyjąć wszystkich chętnych do uczestnictwa w imprezie, ale za rok zwiększymy limit miejsc, żeby nie sprawić zawodu miłośnikom ścigania się na leśnych trasach.
Dekoracji zwycięzców dokonali nadleśniczowie: Marek Bajda (nadl. Lutowiska) i Jan Mazur (nadl. Stuposiany) oraz Krzysztof Mróz, wójt Gminy Lutowiska.
Patronat honorowy nad biegiem sprawował Bogusław Famielec, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, który ufundował też osobne nagrody dla zwycięzców poszczególnych kategorii.
Wśród uczestników rozlosowano także nagrody ufundowane przez Stowarzyszenie Bieszczadzkie Trasy Narciarskie, LKP „Lasy Bieszczadzkie” oraz firmę DISTEIN.
Edward Marszałek, rzecznik prasowy RDLP w Krośnie
Fot. Marcin Scelina, nadl. Baligród

(więcej ,,GB" 4)

 



To nie jest sport,
to sposób na życie,
to trzeba kochać


LUTOWISKA. Najlepsi marszerzy w Polsce, przez trzy dni rywalizowali w zawodach psich zaprzęgów „W Krainie Wilka” w Lutowiskach. Ścigali się na dystansie ok. 30 km. Na trasie zawodów zjawiło się 18 zawodników z całej Polski. Najstarszy z nich miał skończone 68, a najmłodszy 14 lat.
Tegoroczne wyścigi, zorganizowane zostały w ramach imprezy „Alaska daleko… podkarpackie tuż, tuż”, a marszerzy wraz z psami ścigają się na trzech etapach. Pierwszy z nich „W Krainie Żubra” odbył się w dniach od 16 do 18 stycznia w Bystrem k. Baligrodu. Drugi „W Krainie Wilka” trwał, od 13 do 15 lutego w Lutowiska, a trzecim etapem będzie wyścig „W Kresowej Krainie” w Baszni Dolnej k. Lubaczowa od 27 lutego do 1 marca. Zawody organizowane na średnim dystansie w ramach Mistrzostw Polski, należą do najstarszych w Polsce, a zawodnicy dodatkowo walczą o Puchar Marszałka Województwa Podkarpackiego.

Marszerem można być w każdym wieku

Pomysłodawcą i twórcą wyścigów psich zaprzęgów na Podkarpaciu jest rzeszowianin Andrzej Ratymirski, pierwszy prezes Klubu Sportowego Psich Zaprzęgów Nome, który jak sam mówi z psami zaczął „latać” na początku lat 90-tych.
- Psie zaprzęgi, to jest sposób na życie, to trzeba kochać. Jak się biega to trampki można schować do szafy, a z psami się żyje cały rok. Trzeba zapomnieć o urlopach i innych przyjemnościach. Człowiek staje się częścią stada, szefem sfory, takim samcem alfa – mówi Andrzej Ratymirski. - Ja w psie zaprzęgi wciągnąłem się w zasadzie przez przypadek, to nie była świadoma decyzja. Wcześniej trenowałem skialpinizm i nagle odkryłem, że z psem jest znacznie lżej i przyjemniej.
Andrzej obecnie już się nie ściga i nie dlatego, że nie pozwala mu wiek, ale zdrowie. - Oddałbym wszystko by tam wrócić, tak prosto mówiąc to żal mi d... ściska – żartuje i odsyła nas do najstarszego uczestnika zawodów.
- To fakt, jestem od Andrzeja starszy o kilka miesięcy. Już skończyłem 68 lat – śmieje się Andrzej Świst, z Klubu Psich Zaprzęgów Tatry. - Jeżdżę w zasadzie odkąd na Podhalu pokazały się psie zaprzęgi, od lat 90-tych. Miałem we krwi uprawianie sportu i kiedyś od przyjaciela dostałem dwa szczeniaki husky. Na początku nie wiedzieliśmy z żoną co z nimi z robić, bo z tymi psami nie można było się porozumieć.
Andrzej Świst wspomina, że na początku z psami zaczęła jeździć jego żona. - Zaczepiła do saneczek i tak, powoli, powoli jeździła. Mnie to wkurzyło i mówię – Co tak wolno? I sam wsiadłem. Na początku parę razy się wywróciłem i wtedy we mnie się odezwała sportowa żyłka – Co ja nie dam rady? I powoli się wciągnąłem – śmieje się marszer.
Świst na początku zaczynał z dwójką, później czwórką, a teraz w zaprzęgu ma już sześć pięknych psów husky. Jak mówi, uprawiając ten sport można się i zmęczyć i przeżyć cudowne chwile.
- To jest sposób na życie dla wszystkich. Wystarczy tylko chcieć i mieć trochę czasu. W Lutowiskach jest wspaniała pogoda, piękne widoki i dobrze przygotowane trasy, a w podkarpackich wyścigach uczestniczę od drugich zawodów – mówi Andrzej i dodaje, że jeśli tylko zdrowie mu dopisze, to w Lutowiskach zjawi się również w przyszłym roku.
Najmłodszą uczestniczką wyścigów „W Krainie Wilka” była czternastoletnia Monika Byrgiel z klubu UKS Sokolik z Przytkowic k. Wadowic. W klubie najczęściej trenuje na nartach biegowych. - To pierwszy z moich poważnych biegów na tak długim dystanse, a sport naprawdę bardzo mi się podoba i jest wspaniałą atrakcją dla psów i dla miłośników psiaków. Jestem przekonana, że pozostanę w tym tak długo jak się da – mówi czternastolatka, która z psami jeździ od pięciu lat, a w swoim zaprzęgu euro doga i wyżła. Półtoraroczny wyżeł nazywa się Roksi, a sześcioletni euro dog to Alpino. – Trzeba przyznać, że w Bieszczadach są piękne i bardzo widokowe trasy. Czasem trzeba rzeczywiście się pomęczyć. Trasa była dobrze przygotowana, jednak bardziej na wytrzymałość i kondycję piesków. Jedynym problemem dla zwierzaków była wysoka temperatura, bo szybciej się męczyły.
„Zabiedzony pieseczek” lepszy niż malamut

(więcej ,,GB" 4)

 



Najzdolniejsi uczniowie dostali stypendia.

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Ustrzykach Dolnych kilkunastu uczniów odebrało nagrody i stypendia za wybitne osiągnięcia w nauce i sporcie. Młodzież deklaruje, że kilkaset złotych nagrody przeznaczy na zakupienie pomocy naukowych i sprzętu sportowego.
Stypendia najzdolniejszym uczniom wręczył Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych.
- Jestem bardzo dumny, że jest was tak wielu i mam nadzieje, że w przyszłym roku stypendia dostanie jeszcze większa liczba osób - mówił gratulując młodzieży.
Jako jedna z wielu stypendium sportowe odebrała Izabela Marcisz, która chodzi do gimnazjum w Korczynie, a ćwiczy w Klubie Sportowym „Halicz” w Ustrzykach Dolnych. Iza jest najmłodszą ze znanych sióstr, które biegają na nartach.
- Pieniądze pozwolą mi na kontynuacje mojej sportowej pasji, bo chociaż uprawianie sportu jest bardzo kosztowne, to przynosi wiele pozytywnych efektów i przyjemności – mówi z uśmiechem Iza.
paba
fot. P. Bajda

(więcej ,,GB" 4)