Logo Gazety

www.gb.media.pl

Najbliższe wydanie
5 czerwca 2015r.

Baligród - Cisna - Czarna - Komańcza - Lesko - Lutowiska - Olszanica - Sanok - Solina - Ustrzyki Dolne - Zagórz
 

 

 


W aktualnej "GB" nr 9
Wybierz temat:
INFORMACJE


Urząd rozmawiał z Nadleśnictwem

Spotkanie Komisji Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Bieszczadzkiego z Przedstawicielami Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne w dniu 21 kwietnia 2015 roku.
W dniu 21 kwietnia 2015 roku Komisja Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Bieszczadzkiego spotkała się w siedzibie Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne z przedstawicielami Lasów Państwowych. Spotkanie to było wynikiem realizacji planu pracy tej komisji, a zarazem wynikiem istotnych i ważnych spraw, związanych z działalnością Nadleśnictwa. Spotkanie miało bardzo rzeczowy charakter, komisja przedstawiła swoje punkty do omówienia z Nadleśnictwem, a w toku rozmów udało się wypracować kilka konkretnych stanowisk w niektórych tematach:
- znakarze, którzy będą pracować nad znakowaniem szlaków turystycznych, gdy znajdują się one na obszarze nadleśnictwa muszą uzgadniać z leśniczymi, na których drzewach można dawać takie znaki. Zapobiegnie się wtedy to wycinkom drzew ze znakami, czyli tzw. zanikaniem szlaku,
- stałe informowanie przez nadleśnictwo urzędów: miejskiego i powiatowego o zamierzonych pracach leśnych i konieczności prac znakarskich po zakończeniu takich prac,
- odbywanie wspólnych spotkań z Starostwem Powiatowym oraz Urzędem Miejskim w Ustrzykach Dolnych w celu wypracowania wspólnego stanowiska w sprawie używania quadów i jednośladów w lasach oraz wytyczenia miejsca dla quadów i jednośladów, tak aby lasy, drogi leśne oraz szlaki nie były rozjeżdżane przez wielbicieli motoryzacji – stanowisko będzie bardzo ważne przy planowanym w październiku spotkaniu radnych 3 powiatów: bieszczadzkiego, leskiego i sanockiego),
- usuwanie przez nadleśnictwo ze szlaków powalonych drzew, złomów, wywrotów, wiatrołomów itd.,
- nadleśnictwo będzie brać czynny udział w działania promocyjnych organizowanych przez samorząd, oczywiście w ramach kompetencji nadleśnictwa, systematyczny udział w spotkaniach branży turystycznej, w międzynarodowej imprezie turystycznej - Karpackim Jarmarku Turystycznym,
- obopólne przekazywanie materiałów promocyjnych oraz wspólne promocje działań leśnych.
Podczas rozmowy poruszono wiele innych spraw, m.in.

Przewodniczący Komisji Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Bieszczadzkiego, Inspektor ds. promocji w Urzędzie Miejskim w Ustrzykach Dolnych
Jacek Łeszega

(więcej ,,GB" 10)

 



Stwórz logo i flagę reprezentacyjna gminy

Burmistrz Ustrzyk Dolnych ogłosił konkurs na projekt graficzny logo i flagi reprezentacyjnej Miasta i Gminy Ustrzyki Dolne. Konkurs jest otwarty i może w nim wziąć udział każdy chętny, nie tylko mieszkaniec naszego powiatu. Tematem przewodnim jest rzeka Strwiąż.
Nie wszyscy zapewne wiedzą, że herb miasta nie jest własnością publiczną i na to, by go używać potrzebna jest zgoda właściciela, czyli w tym przypadku Miasta i Gminy Ustrzyki Dolne. Chociaż teoretycznie można traktować herb jako znak lub symbol urzędowy, który jest wyłączony z ochrony prawno autorskiej, nie oznacza to dowolności przetwarzania go i wykorzystywania.
- Herb miast musi być szanowany i nie można go używać do dowolnych celów, a zauważyliśmy, że różnego rodzaju stowarzyszenia i organizacje tak robią. Dlatego burmistrz postanowił uregulować tę sprawę i ogłosić konkurs na logo i flagę, miasta i gminy Ustrzyki Dolne – wyjaśnia Jacek Łeszega, inspektor ds. promocji Urzędu Miejskiego w Ustrzykach Dolnych. – Ustrzyki Dolne, to miasto turystyczne, potrzebne jest nam logo, które oprócz tego, że będzie wpadać w oko, to od razu będzie się kojarzyło z naszą miejscowością. Znaki graficzne mają nawiązywać zarówno do tradycji oraz historii miasta i gminy, ale jednocześnie oddawać jej nowoczesny charakter.
Motywem przewodnim loga i flagi promocyjnej, ma być przepływająca przez obszar gminy rzeka Strwiąż. Urzędnicy uważają, że trzeba wykorzystać to, że jako jedna z dwóch polskich rzek, które wpadaja do Morza Czarnego.
- Zależy nam na tym, by w elementach graficznych uwzględnić naszą szczególną rzekę. Chcemy z niej zrobić symbol Ustrzyk Dolnych, a umieszczenie jej na fladze i logo, to nie jedyne działania. Obecnie zastanawiamy się jak ją jeszcze zagospodarować – dodaje inspektor.
paba

(więcej ,,GB" 10)

 



„Działaj Lokalnie” w Bieszczadach

Ponad setka zrealizowanych projektów i ok. 30 tys. osób, odbiorców działań Programu „Działaj Lokalnie” – tak w skrócie można opisać efekty 10 lat Programu Działaj Lokalnie na terenie Bieszczadów, realizowanego przez Fundację Bieszczadzką. W Starostwie Powiatowym, odbyło się podsumowanie ostatniej edycji programu „Działaj Lokalnie” oraz podpisanie nowych umów.
Spotkanie podczas którego podsumowano ubiegłoroczną VIII edycję programu „Działaj Lokalnie” Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanego w naszym regionie przez Fundację Bieszczadzką i podpisano nowe umowy, odbyło się 12 maja, w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego. Projekty realizowane są od 10 lat, na terenach 12-tu gmin powiatów leskiego, bieszczadzkiego i sanockiego.
Podczas spotkania, wiceprezes Fundacji Bieszczadzkiej Lucyna Sobańska przedstawiła projekty, które w ubiegłym roku dostały dofinansowanie. Wśród nagrodzonych znalazły się takie projekty dzięki, którym powstało m.in.: ekomuzeum w Nowosielcach, questy w Krościenku, ścieżka historyczno-przyrodnicza w Cisnej, sala audiowizualna przy ustrzyckiej parafii czy repertuar pieśni łemkowskich.
- Fundacja Bieszczadzka od 2006 roku, realizuje konkurs grantodawczy, dzięki któremu angażujemy społeczność lokalną, do działania – wyjaśniała podczas spotkania Lucyna Sobańska, koordynatorka projektu. – Program prowadzimy z myślą o organizacjach pozarządowych oraz grupach nieformalnych, które podejmują wspólny wysiłek, po to, by w ich społecznościach żyło się lepiej. Co roku biorę udział w spotkaniach podsumowujących projekty i musze przyznać, że najbardziej cieszą mnie te, po których coś w społeczności zostaje –doposażona świetlica, nowy plac zabaw, odrestaurowana kapliczka.
Prezes Fundacji Bieszczadzkiej Bogusław Pyzocha przypomniał, że w tym roku mija 10 lat, od czasu uruchomienia w Bieszczadach programu „Działaj Lokalnie”. Przez ten czas zrealizowano 113 projektów, w których wzięło udział ok. 30 tys. osób, czyli prawie połowa bieszczadzkiej populacji. W latach 2006-2015, projekty otrzymały dofinansowanie w wysokości 569 tys. 008 zł.
- Nasze cele można zamknąć w trzech najważniejszych hasłach: pierwsze to partnerstwo czyli budowanie współpracy partnerskiej pomiędzy powiatami, gminami i organizacjami, drugie to działania przyjazne środowisku czyli ekoturystyka i trzecie ekonomia społeczna czyli prowadzenie takich działań, które będą zalążkiem dla rozwoju ekonomicznego gmin i powiatów – mówił prezes Pyzocha.

Paulina Bajda
Fot. P. Bajda

(więcej ,,GB" 10)

 



Drezyniarze w Bieszczadach

Już po raz trzeci Bieszczady gościły miłośników kolei z całej Polski. Od 1 do 3 maja na trasach z Uherzec Mineralnych do Łupkowa oraz do Krościenka można było obserwować przejeżdżające drezyny. XII zjazd połączony był z inauguracją przejazdów drezyn rowerowych, które w niedługim czasie mają być jedną z głównych atrakcji turystycznych w tej części Bieszczadów.
Do Uherzec ściągnęli miłośnicy kolejnictwa z całej Polski. Niekiedy musieli pokonać 700 kilometrów, aby przywieźć swoje kolejowe cacka. Największe zainteresowanie wzbudzały drezyny przerobione z samochodów, a wśród nich maluch oraz porschelino, którego bazą był samochód marki porsche. W zjeździe wzięli udział także węgierscy pasjonaci kolejnictwa.
Pierwszego dnia zlotu w Uhercach wszyscy chętni mogli bezpłatnie przejechać się drezyną. Zorganizowany został również festyn kolejowy, podczas którego rozegrano zawody drezyniarskie o puchar wójta Olszanicy, Dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Rzeszowie, Naczelnika Sekcji Eksploatacji PKP Polskich Linii kolejowych S.A. w Zagórzu.
Drugiego dnia imprezy uczestnicy zjazdu przejechali z Uherzec Mineralnych przez Zagórz do Łupkowa, gdzie również odbył się kolejowy piknik. Trzeci dzień, to przejazd z Uherzec do Krościenka. Przyjemna niespodzianka spotkała uczestników zjazdu podczas przejazdu do Krościenka. Na stacji kolejowej w Ustjanowej członkowie Stowarzyszenia „Ustjan” z Ustjanowej Górnej zorganizowali „bramę” zatrzymując drezyny. Był tradycyjny chleb i sól, a także swojski smalec, ogóreczki kiszone oraz szampan. Jak zauważył jeden z uczestników zlotu, po raz pierwszy miał okazję zobaczyć „bramę” gdzie nie zatrzymywani musieli się wykupić, a poczęstunkiem obdarowywali zatrzymujący. Widać taka bieszczadzka tradycja. Witając i życząc dalszej przyjemnej jazdy prezes Stowarzyszenia, a zarazem radny rady miejskiej w Ustrzykach Dolnych Bogdan Pleskacz, przypomniał historię tego miejsca związaną z akcji H-T. To właśnie Ustjanowa, jako ostatnia stacja po stronie polskiej dla wielu przesiedleńców zza Buga była miejscem docelowej tułaczki.

/Ela/

(więcej ,,GB" 10)

 



Dwa wypadki z udziałem samolotów

Początek maja nie był łaskawy, dla pilotów, którzy latali nad Bieszczadami. Doszło bowiem do dwóch, na szczęście nie groźnych wypadków. Oba wypadki bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Do pierwszego zdarzenia doszło 4 maja, przed południem. Policjanci dostali informacje, że w masywie leśnym w Werlasie, miało dojść do wypadku samolotu. Ustalili, że do kapotażu, czyli wywrócenia się samolotu kołami do góry, doszło podczas ostatniej fazy lądowania. 69-letni pilot, który swoim samolotem FK- 9 MARK wybrał się na przelot turystyczny nad Bieszczadami, chciał wyładować na łące nieopodal Werlasu. Niestety przednie koła samolotu zapadły się w podmokłym gruncie, przez co ten zahaczył dziobem o ziemię i wywrócił się. Pilot nie odniósł żadnych obrażeń, był trzeźwy.
Do kolejnego zdarzenia doszło 8 maja, w miejscowości Smerek, około godz. 10.30. Według ustaleń funkcjonariuszy 28-letni pilot ultralekkiego, dwumiejscowego samolotu marki Pipistrel Virus, który w Bieszczady przyleciał z Bielska Białej, doprowadził do jego kapotażu. Doszło do tego podczas lądowania obok jednego z hoteli w miejscowości Smerek. Ani pilot, ani pasażer samolotu nie odnieśli w zdarzeniu większych obrażeń. Obydwaj mężczyźni byli trzeźwi.
Oboma zdarzeniami zainteresowana jest Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która będzie prowadzić dalsze czynności w tej sprawie.
paba/KPP

(więcej ,,GB" 10)

 



Oberwali lusterka

Mieszkanka Ustrzyk Dolnych 1 maja zawiadomiła ustrzycka policję, o uszkodzeniu samochodu. W jej aucie oberwano oba lusterka.
Ustrzycka policja została powiadomiona o akcie wandalizmu, do którego doszło na jednym z przyblokowych parkingów. Mieszkanka Ustrzyk Dolnych poinformowała, że w jej aucie oberwano oba zewnętrzne lusterka. Starty oszacowano na kwotę 500 złotych.

Zniszczyli auto turyście
Turysta zawiadomił o zniszczenie karoserii samochodu. Na maskę auta, ktoś wylał żrącą substancję. Starty oszacowano na 3 tys. zł.
Mieszkaniec woj. śląskiego przebywający w Bieszczadach podczas długiego majowego weekendu, poinformował, że ktoś zniszczył mu samochód. Do zniszczenia doszło na terenie gospodarstwa agroturystycznego w Polanie. Pojazd został polany żrącą substancją. Starty oszacowano na kwotę 3 tys. zł.

Weekendowe zdarzenia na bieszczadzkich drogach
Nadmierna prędkość i brak ostrożności były głównymi, choć nie jedynymi, przyczynami kolizji drogowych, do jakich doszło w długi majowy weekend na bieszczadzkich drogach. Na szczęście, nikt nie odniósł w nich poważniejszych obrażeń.
Długi majowy weekend był szczególnie pracowity dla policjantów ruchu drogowego. Na drogach powiatu leskiego doszło do kilku kolizji drogowych. Funkcjonariusze ustalili, że głównymi przyczynami wypadków była nadmierna prędkość i jej niedostosowanie do warunków panujących na drodze. Na szczęście ani kierującym, ani pasażerom nie stało się nic poważnego.
W sobotnie popołudnie 2 maja, około godz. 14.30 w Postołowie, 26-letni mieszkaniec Warszawy stracił panowanie nad kierowanym przez siebie peugeotem 206, uderzył w barierę energochłonną, a następnie w znak drogowy. Siła uderzenia była tak mocna, że wywrócił znak.
Również w sobotę, około godz. 21 doszło do początkowo groźnie wyglądającej kolizji w Rajskiem. 18-letnia kierująca i jej 20-letni pasażer trafili do szpitala, gdzie pozostali na obserwacji. Lekarze stwierdzili, że ich zdrowiu nic poważnego nie zagraża. Policjanci ustalili, że młoda kobieta jadąca volkswagenem golfem zauważyła sarnę przebiegającą przez drogę. Podczas gwałtownego hamowania kierująca straciła panowanie nad pojazdem, który uderzył w przydrożne drzewo, odbił się, koziołkował i wpadł do przydrożnego rowu, zatrzymując się na dachu.
Trzy godziny później, około północy, 24-letnia mieszkanka Sanoka straciła panowanie nad kierowanym przez siebie seatem toledo i wjechała do przydrożnego rowu. Do zdarzenia doszło na ulicy Zdrojowej w Polańczyku.
Również w rowie zakończyła jazdę 23-letnia mieszkanka miejscowości Średnie Wielkie. Kobieta około godz. 2 w nocy na łuku drogi w Solinie straciła panowanie nad kierowanym przez siebie oplem vectrą i wjechała do przydrożnego rowu.

Policjanci odnaleźli zaginionego mężczyznę
Dzielnicowi z Baligrodu i Polańczyka zostali poinformowani o zaginięciu mieszkańca Kołonic. Mężczyzna zaginął 8 maja. Policja znalazła go wyziębionego w lesie.
O zaginięciu mężczyzny, policję poinformowała zaniepokojona żona. Według jej relacji 50-latek zaginął poprzedniego wieczoru 7 maja. Kobieta poinformowała, że jej mąż został przywieziony do domu przez znajomego, jednak pobiegł w nieznanym kierunku. Mężczyzna leczy się psychiatrycznie, wobec czego kobieta obawiała się o jego zdrowie i życie. Po dostaniu tych informacji policjanci niezwłocznie ruszyli na poszukiwania. Wyziębionego i przemoczonego 50-latka znaleźli w masywie leśnym. Mężczyzna nie wiedział, gdzie się znajduje. Trafiły pod opiekę lekarzy.

paba/KPP

(więcej ,,GB" 10)

 



Młodzi głosowali

Przed I turą wyborów prezydenckich odbyły się również mniejsze wybory, w szkołach na terenie powiatu bieszczadzkiego. Nauczyciele z gimnazjum w Wojtówce i Czarnej, postanowili pokazać uczniom na czym polega działanie w ramach lekcji społeczeństwa obywatelskiego.
Uczniowie głosowali w ramach akcji „Młodzi Głosują”. Młodzi ludzie, także niepełnoletni, mają swoje zdanie i poglądy i chcą je wyrażać. Program Centrum Edukacji Obywatelskiej Młodzi głosują daje im możliwość wypowiedzenia się w sprawach ważnych dla kraju. W ramach akcji uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych w całej Polsce przygotowują i przeprowadzają w swoich szkołach, w okresie poprzedzającym wybory, działania edukacyjne na temat zasad i znaczenia udziału obywateli w wyborach demokratycznych, prowadzą lokalne projekty młodzieżowe zachęcające do uczestnictwa w wyborach, np. kampanie profrekwencyjne, organizują w swojej szkole młodzieżowe wybory na podobnych zasadach, na jakich przeprowadzane są wybory powszechne.

W Wojtkówce wygrał Duda
Uczniowie z gimnazjum w Wojtkówce zagłosowali 30 kwietnia. Gimnazjaliści w ramach kampanii profrekwencyjnej przygotowali własnoręcznie ulotki z hasłami mającymi zachęcić rodziców, sąsiadów i innych mieszkańców do wzięcia udziału w wyborach i rozwiesili je w miejscach publicznych na terenie swoich miejscowości. Najwięcej jednak emocji wzbudziły szkolne wybory prezydenckie. Wszystko odbyło się zgodnie z regułami prawdziwych wyborów. Przygotowano obwieszczenia wyborcze, lokal wyborczy, odosobnione miejsca do głosowania, urnę na głosy, listy wyborców, specjalne karty do głosowania i oczywiście powołano spośród uczniów komisję wyborczą, która czuwała nad prawidłowym przebiegiem głosowania. W komisji zasiedli: Dorota Świgoń, Katarzyna Krupińska, Przemysław Dzień i Przemysław Kaczmaryk. Prawo oddania głosu mieli wszyscy uczniowie gimnazjum. Po zakończeniu głosowania komisja otworzyła urnę, przeliczyła głosy i wypełniła protokół wyników wyborów. Frekwencja wyniosła ponad 71,4 proc, głosy rozłożyły się następująco: A. Duda – 32 proc., M. Ogórek – 16 proc., J. Palikot - 16 proc., J. Korwin-Mikke – 12 proc., B. Komorowski – 8 poc., G. Braun – 8 proc., P. Kukiz – 4 proc., J. Wilk – 4 proc.. Koordynatorem akcji była nauczycielka wiedzy o społeczeństwie H. Paszkowska.

W czarnej Korwin-Mikke
Od wielu lat w gimnazjum w Czarnej prowadzone są akcje wyborcze związane z krajowymi wyborami parlamentarnymi lub prezydenckimi. Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO), która jest pomysłodawcą wyborów powstała z myślą o poprawie jakości systemu oświaty, upowszechnianiu wiedzy obywatelskiej, promowaniu praktycznych umiejętności i postaw niezbędnych do budowania demokratycznego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego. Fundacja, dzięki której zainicjowano wybory w gimnazjum w Czarnej, proponuje projekty edukacyjne na różne przedmioty szkolne - z zakresu edukacji kulturalnej, ekonomicznej, globalnej, matematyczno-przyrodniczej, w ramach samorządu uczniowskiego i wolontariatu - oparte na lokalnych działaniach uczniów.
W Gimnazjum w Czarnej w bieżącym roku szkolnym zespół stanowią trzy dziewczyny: Anita Sobiecka, Natalia Zbozień i Żaneta Lenart. Od początku opiekunem projektu jest Danuta Kornaga. Podczas tegorocznych wyborów frekwencja wyborcza wyniosła 65 proc. Uczniowie z Czarnej najwięcej głosów oddali na J. Korwina-Mikke - 8, na drugim miejscu był A. Duda – 6, trzeci obecny prezydent B. Komorowski – 4. Kolejne miejsca zajęli: M. Ogórek, P. Kukiz, A. Jarubas – 3, J. Palikot, W. Kowalski – 2, pozostali kandydaci nie dostali żadnego głosu.
Projekt Młodzi głosują nie jest agitacją polityczną - zależy nam wyłącznie na angażowaniu młodych ludzi w demokratyczne wybory i obywatelskie działanie. Dlatego też wyniki wyborów młodzieżowych mają w pewnym sensie znaczenie drugorzędne – najważniejszy jest cały towarzyszący im proces edukacyjny.
Gim. Wojtkówka/Danuta Kornaga
Fot. Gim. Czarna
Fot. Gim. Wojtkówka

(więcej ,,GB" 10)

 



Pogotowie rzeszowskie
będzie patrolować Jezioro Solińskie


W tym roku całodobowe bezpieczeństwo turystom przebywającym nad Zalewem Solińskim, zapewni jednostka pogotowia ratunkowego z Rzeszowa. Łódź ratunkowa będzie patrolować wody jeziora od 26 czerwca, do września.
Umowa z Narodowym Funduszem Zdrowia na zabezpieczenie medyczne jeziora solińskiego w sezonie letnim jest wynikiem rozstrzygnięcia ogłoszonego pod koniec 2014 roku konkursu. Oprócz Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie, do konkursu stanął jeszcze Szpital Powiatowy w Lesku, wraz z Bieszczadzkim Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Okazało się, że lepsza i bardziej profesjonalna w opinii Komisji Konkursowej NFZ, była oferta złożona przez Andrzeja Kwiatkowskiego, dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie.
- NFZ, poprzeczkę w konkursie postawił bardzo wysoko, okazało się, że nasi konkurenci nie spełnili wymaganych warunków, jednak w czasie naszej pracy, będziemy współpracować z ratownikami WOPR-u – wyjaśnia Andrzej Kwiatkowski, dyrektor, WSPR. - Pierwsze działania ratownicze, będzie prowadzić właśnie WOPR, a my zajmiemy się medycznymi czynnościami ratunkowymi.
W praktyce, to będzie wyglądać, tak, że jeśli zdarzy się jakiś wypadek, to ratownicy pogotowia nie będą wskakiwać do wody i wyciągać topiącej się osoby, tym zajmą się właśnie przeszkoleni woprowcy.
Wodna karetka będzie stacjonowała w Polańczyku, przy kei Krośnieńskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. – Mamy tam doskonałe warunki lokalowe dla personelu medycznego, które sprzyjają komfortowi pracy załogi medycznej. Zostały one zapewnione dzięki przychylności Krośnieńskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego i prezesa Jerzego Stasiczaka oraz Witolda Kocyłowskiego. Lokalizacja miejsca wyczekiwania stacjonowania zespołu Ratownictwa Medycznego została wybrana centralnie w miejscu największego skupiska ludności obok ogólno dostępnego kąpieliska, jak również z możliwością podjęcia szybkiej interwencji do najdalej zlokalizowanych miejsc zalewu solińskiego - mówi Kwiatkowski.
paba
fot. WSPR w Rzeszowie

(więcej ,,GB" 10)

 



Strażacy zawsze na posterunku

Tegoroczne uroczystości z okazji obchodów Dnia Strażaka, były okazją do wręczenia odznaczeń i awansów dla druhów z Powiatowej Straży Pożarnej w Ustrzykach Dolnych. W uroczystym apelu, oprócz bohaterów tamtego dnia, wzięli udział przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych. Tematem przewodnim było 20-lecie powstania Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego w Polsce.
Powiatowe Obchody Dnia Strażaka odbyły się na placu Komendy PSP w Ustrzykach Dolnych 8 maja. Uroczysty apel, połączony był z wręczeniem odznaczeń, awansów i wyróżnień. Uroczystości poprzedziła Msza Święta w Kościele pw. NMP w Ustrzykach Dolnych, w intencji strażaków.
Podczas tegorocznych obchodów uczczono dwudziestolecie powstania Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG) w naszym kraju. Wojewoda Podkarpacki Małgorzata Chomycz--Śmiegielska, przypomniała, że to jednostki Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej są jego największym potencjałem.
- Dziękuję za to, że w trudnych sytuacjach, mieszkańcy regionu nigdy się na was nie zawiedli – mówiła Małgorzata Chomycz--Śmigielska, wojewoda podkarpacki. – Jestem z was dumna, dziękuję za wspaniałą współpracę. Z okazji święta życzę, by ta trudna i odpowiedzialna służba, była dla was nigdy nie kończąca się satysfakcją. Niech każdy powrót z akcji będzie dla was szczęśliwy.
KSRG oprócz straży pożarnej skupia m.in. szpitale, staż graniczną oraz specjalistów z różnych dziedzin. Komendant PSP w Ustrzykach Dolnych bryg. Piotr Królicki przypomniał, że jego podstawowym celem jest ochrona życia, mienia, środowiska i walka z klęskami żywiołowymi oraz ratownictwo medyczne. W powiecie bieszczadzkim trzon systemu stanowi jednostka ratowniczo-gaśnicza tutejszej komendy, wraz z jednostkami OSP. W ubiegłym roku w powiecie bieszczadzkim odnotowano łącznie 427 zdarzeń w tym 74 pożary i 353 miejscowe zagrożenia. W tym roku odnotowano już 38 pożarów i 48 zagrożeń.
- W zeszłym roku w identycznych okolicznościach podsumowywałem, że w 2013 roku nie zanotowaliśmy zbyt wielu groźnych zdarzeń, a kilka dni później potężne ulewy spowodowały podtopienia na niepamiętną w tym regionie skalę i zagrożenie dla życia ludzi. Skala zjawiska i jej dynamika pokazała, że tylko dzięki wspólnemu działaniu władz rządowych, samorządowych i jednostek straży pożarnych czyli właśnie systemowi ratowniczo-gaśniczemu, mogliśmy być skuteczni i nieść pomoc mieszkańcom – mówił podczas uroczystości komendant Królicki.

Paulina Bajda
Fot. P. Bajda

(więcej ,,GB" 10)

 



„Obcy” w Bieszczadach

Parę dni temu zadzwonił mi rano telefon od mojego informatora, że na drzewie w pewnej miejscowości koło Ustrzyk Dolnych siedzi... szop pracz, czyli po łacinie Procyon Lotor. Pierwsza moja myśl była taka, że długi weekend się zakończył a ten dalej na rauszu, ale po paru minutach siedziałem za kierownicą i jechałem zobaczyć tego futrzaka.
Wszystko się zgadzało, na drzewie siedział szop pracz. Musiało mu być bardzo niewygodnie, bo był ulokowany na samym czubku cienkiej sosny i wyglądał na bardzo wystraszonego. Powodem strachu były dwa psy, które siedziały pod drzewem, cały czas ujadały i ruszały tym drzewem. Po krótkiej rozmowie z gospodarzem dowiedziałem się, że te dwa Burki ujadają tak od pierwszej w nocy... „ale kto by tam chodził po ciemku, pewnie znowu jeża spotkały i mordę drą”. Tym razem to nie był jeż, tylko najprawdziwszy, niespotykany dotychczas pod bieszczadzkim niebem szop pracz.
Od czego wzięła się nazwa szop pracz? Jeżeli ten futrzak nie jest głodny, to moczy jedzenie w wodzie i pociera je przednimi łapkami, co sprawia wrażenie jakby robił pranie. Na zachodzie kraju populacja tego zwierzaka jest duża, a będzie jeszcze większa, ponieważ szop jest zwierzakiem inwazyjnym i nie ma żadnego problemu z aklimatyzacją oraz rozmnażaniem się. Według danych, w 1956 roku, u naszych zachodnich sąsiadów populacja szopa liczyła około 300 szt. a w roku 1970 mogła dochodzić już do 400 tys. Szop żywi się wszystkim co mu wpadnie do pyska: bezkręgowce, kręgowce, owoce, padlina, niczym nie pogardzi, a potrafi też intensywnie żerować koło ludzkich domów. Sprawdzałem w Internecie czy ktoś widział szopa żyjącego na wolności w Bieszczadach i nie znalazłem, ani informacji, ani zdjęć.
Cezary Konieczyński
Fot. Cezary „Koniu” Konieczyński

(więcej ,,GB" 10)

 

KKULTURA


Przyjacielska wymiana cz. VII

Rząd RP zwrócił się do rządu ZSRR z prośbą o zamianę niewielkiego pogranicznego odcinka Polski na równorzędny mu przygraniczny odcinek terytorium ZSRR. Stosowny układ podpisano 15 lutego 1951 roku w Moskwie. Wymiana odcinków przygranicznych była podyktowana interesami gospodarki polskiej. Jako podstawowy motyw podano chęć pozyskania złóż ropy naftowej, które miały znajdować się w Bieszczadach po stronie radzieckiej. W zamian za te bogactwa naturalne ZSRR miał uzyskać jedynie „pewne udogodnienia w komunikacji kolejowej”. Umowa „stanowiła nowy akt braterskiej pomocy dla nas ze strony ZSRR”. Ten lakoniczny komunikat oznaczał przyłączenie do Polski części Bieszczad, stanowiących dzisiaj powiat bieszczadzki, w zamian za utracone powiaty hrubieszowski i tomaszowski. Od postanowień konferencji jałtańskiej i poczdamskiej zmiana granic pomiędzy Polską a ZSRR była i jak dotychczas pozostaje największą. Przy tej okazji warto wspomnieć mało znany fakt narzucenia Polsce nie zapisanego w układzie obowiązku przyjęcia na przyłączany obszar uchodźców politycznych z Grecji, którzy do 1951 roku przebywali w ZSRR. Stąd razem z mieszkańcami z sokalskiej grzędy w Bieszczadach we wsiach Krościenko, Stebnik, Liskowate, Trzcianiec, Wojtkowa i Kwaszenina osiedlano przybyłych z Dolnego Śląska, a w nielicznych przypadkach z ZSRR i Czechosłowacji, Greków. Do „ziemi obiecanej”, jaką były Bieszczady, po tygodniowej tułaczce przybyło 3934 osoby – 1097 rodzin.
Opisywane przez mnie wydarzenia znane jako Akcja HT-1951, przedstawiłem jako dotyczące Polaków wysiedlonych z powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego, z których część przywieziona została w Bieszczady. Pamiętać jednak należy, że wydarzenia 1951 roku dotyczą także ludności zamieszkałej przed wymianą granicy na terenach przyłączonych. Obszar ten stanowił wtedy rejon ustrzycki w województwie drohobyckim w Ukraińskiej Republice Radzieckiej stanowiącej jedną z 15 republik Związku Radzieckiego. We wrześniu 1944 roku w obliczu wkraczania Armii Czerwonej na ziemie polskie i wyznaczania nowej jałtańskiej granicy pomiędzy Polską a ZSRR, pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego i rządem Ukrainy sowieckiej została podpisana umowa o „dobrowolnej” repatriacji Polaków z Ukrainy do Polski i Ukraińców z Polski na Ukrainę. 16 sierpnia 1945 roku w Moskwie doszło do zawarcia kolejnej umowy granicznej między Polską a ZSRR, ale było to jedynie formalne zatwierdzenie utrzymującego się od roku stanu faktycznego. W imieniu władz polskich umowę tą podpisywał Stanisław Mikołajczyk. Zgodnie z jej postanowieniami linia graniczna w Bieszczadach przebiegać miała od źródeł Sanu, przez obszar na południe od miejscowości Solina, a dalej w kierunku na zachód od Rawy Ruskiej i wzdłuż Bugu, tak jak wygląda obecna granica. Ponowne wejście władzy sowieckiej na tereny na wschód od linii granicznej - w tym na teren obecnego powiatu bieszczadzkiego, niosło za sobą zagrożenia nie tylko natury politycznej, ale także gospodarczej i własnościowej. Pozostali na tych terenach Polacy stanęli w obliczu walki z planami sowieckiej administracji i działalnością NKWD, związanym z mobilizacją przeprowadzoną do Armii Czerwonej a z drugiej strony z nadal aktywnym nacjonalistycznym podziemiem ukraińskim. Mając perspektywę życia w takich warunkach wielu porzuciło majątki i gospodarstwa, z którymi ich rodziny związane były od kilku pokoleń. Głównym celem gospodarczym sowieckiego okupanta stało się przejęcie kontroli nad gruntami i lasami, służyć temu miała kolektywizacja wsi. Władze sowieckie spotykały się z dużym oporem gospodarzy przywiązanych do własnej ziemi jeszcze od czasów galicyjskich. Opór wobec akcji zakładania kołchozów był więc bardzo silny. Co ciekawsze walkę z kolektywizacją prowadziło także ukraińskie podziemie, a oddziały UPA często likwidowały osoby aktywnie wspierające tworzenie kołchozów. Był to jedyny wspólny punkt programowy między Polakami a UPA. W rejonie ustrzyckim akcję kolektywizacji rozpoczęto w 1945 roku i pierwszy uważany za wzorcowy kołchoz utworzono we wsi Równia. Władze sowieckie w celu osłabienia podziemia ukraińskiego i złamania biernego oporu ludności wobec kolektywizacji przeprowadziły kilkakrotnie akcje pacyfikacyjne i akcje wysiedleńcze. Pod koniec 1945 roku zaplanowano do wysiedlenia 2020 rodzin. Często takie informacje o planowanych wysiedleniach podawano w trybie półjawnym w celu zastraszenia. Zamożniejszym gospodarzom (tzw. kurkułom) konfiskowano gospodarstwa i wysiedlano ich wraz z rodzinami, najczęściej na Syberię, czego doświadczyli mieszkańcy ze wsi Bandrów. Dzięki takiej polityce udawało się władzom sowieckim stopniowo łamać opór i organizować na terenie Bieszczadów kolejne kołchozy jak np. kołchoz im. Watutina w Dwerniku w 1946 roku. W Bandrowie założono kołchoz „Nowyj Szliach”. Najdłużej opierała się Ustjanowa, gdzie kołchoz „Wilna Ukrajina” powstał dopiero w 1947 roku. Jednak mimo tych represji nie wszyscy „zapisali” się do kołchozów i to był chyba jedyny teren, gdzie pozostała niewielka enklawa wolnych chłopów. W tej oto atmosferze, w takiej oto sytuacji zaczynają pod koniec 1950 roku nadchodzić wieści o kolejnych przesiedleniach. Jak wspomina jeden z wysiedlonych mieszkańców Łodyny „coś się czuło” Niby nic nie mówiono, a jednak prawie wszyscy czuli, że coś się szykuje. Kołchoz w Łodynie nie wiadomo z jakiego powodu w okresie intensywnych prac polowych siewu, zbiorów nie odczuwał takiej opieki ze strony władz powiatowych jak w latach poprzednich.
Zakończenie w następnym numerze.
Tekst, zdjęcia i reprodukcje: Zygmunt Krasowski

(więcej ,,GB" 10)

 



Kosakiewiczowe pasje

Zbigniew Kosakiewicz, emerytowany leśnik, ponad 42 lata pracujący w leśnictwie Brzegi Dolne, ma pasję gromadzenia, jakby to powiedział Kubuś Puchatek, różnych różności. W swoim niewielkim mieszkaniu w ciągu kilkudziesięciu lat zebrał ponad tysiąc eksponatów. Wśród nich są militaria, eksponaty związane z leśnictwem i łowiectwem, kolekcja lasek, zegarków, a także pamiątki związane z historią PRL-u.
W Bieszczady pan Zbigniew trafił pod koniec lat 60. trochę z przypadku, po trosze z wyboru. Urodzony w 1947 roku na Dolnym Śląsku, gdzie po powstaniu warszawskim, przez obozy koncentracyjne w Oświęcimiu, Sachsenhausen zawierucha powojenna rzuciła jego rodziców. Zamieszkali w Wojcieszowie koło Złotoryi. W swojej rodzinnej Warszawie nie mieli czego szukać. Kamienica, w której mieszkali przed i w trakcie wojny do powstania, legła w gruzach. Ojciec pracował jako kierownik rzeźni. Nie za długo, bo pod koniec lat 40. został na 2,5 roku aresztowany przez UB, jako ten, któremu nie podobał się ustrój i prezydent Bierut. W Wojcieszowie mieszkali do 1951 roku, a przez kolejne lata w Gliwicach.
Tęsknota za Warszawą była jednak duża i w 1956 roku Zbigniew Kosakiewicz wraz z rodzicami przeniósł się pod Warszawę, gdzie jego rodzice w Ursusie kupili niewielki domek. Przez szpary ogrodzenia zakładu produkującego traktory młodzi chłopcy, w tym również pan Zbigniew z zaciekawieniem podglądali produkcję ciągników. Nic więc dziwnego, że większość jego kolegów po ukończeniu szkoły podstawowej poszło do szkoły przyzakładowej w Ursusie. Jego też namawiali. On jednak, od najmłodszych lat lubił przyrodę. Często mieszkając już w Ursusie powracał na Dolny Śląsk, gdzie chodził po górach. Wybrał więc szkołę leśną. Rodzice zdecydowali, jako że na Dolnym Śląsku mieli sporo znajomych, aby uczył się w technikum leśnym, mieszczącym się we wspaniałym XIX wiecznym pałacu, w Brynku koło Tarnowskich Gór.
- To była wspaniała szkoła, gdzie uczyli świetni, jeszcze przedwojenni profesorowie. Technikum miało własne arboretum. Był zwierzyniec, pod opieką Niemca, który po wojnie został w Polsce. Każda klasa miała swój ogród, którym się opiekowała – wspomina Zbigniew Kosakiewicz.
Nauka w technikum wiązała się z corocznymi wakacyjnymi praktykami. Pierwszą odbył w nadleśnictwie w Niepołomicach w 1962 roku. Tam też łyknął bakcyla łowiectwa, które potem stało się jego pasją.
W połowie lat 60. nastała moda na Bieszczady. Wyobraźnie o dzikich i pierwotnych górach podsycały filmy, jak chociażby Rancho Texas, czy też piosenka Tadeusza Woźniakowskiego o koniu z rozwianą grzywą i o dziewczynie o niebieskich oczach mieszkającą pod Leskiem. Tak więc grupą dziesięciu osób zdecydowali się na praktykę w Bieszczadach, w nieistniejącym już obecnie nadleśnictwie Dwernik. Zakwaterowani zostali w Zatwarnicy obok obiektów kopalnictwa naftowego. Opiekunem praktykantów był leśniczy Śliwa oraz jeden z gajowych. Młodym adeptom leśnictwa tak się tutaj spodobało, że wyjeżdżając z Bieszczadów, obiecali sobie, iż po skończeniu szkoły powrócą tu do pracy.
Życie zweryfikowało plany, tak że tylko dwójce w tym Zbigniewowi Kosakiewiczowi udało się zrealizować młodzieńcze marzenia.
- Do Przemyśla, gdzie mieściła się wtedy dyrekcja Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych dotarłem warszawskim pociągiem. W kadrach pani przeglądająca moje podanie powiedziała – dziecko - gdzie ty w te Bieszczady? Jak chcesz, to ja cię wyślę bliżej ludzi, chociażby do Niska. Ja się jednak uparłem, że chcę w Bieszczady. Zaznaczyłem, że takich jak ja, ma tu się zgłosić jeszcze dziewięciu. Pani popatrzyła na mnie i powiedziała. - Nie obraź się, ale jeden wariat już przyjechał – wspomina Zbigniew Kosakiewicz.
Kadrowa widząc jego determinację, namówiła go na te niższe i bardziej cywilizowane Bieszczady, w okolicy Ustrzyk Dolnych. I tak trafił 31 sierpnia 1966 roku do Brzegów Dolnych. Wtedy nie zdawał sobie sprawy, że będzie to jego pierwsze i ostatnie miejsce pracy. Aż do 2008 roku, kiedy to przeszedł na emeryturę.
Adam Leń

(więcej ,,GB" 10)

 



Tkanina i drewno

Zuzanna Below: artystka wykonuje przestrzenne tkaniny z naturalnych sznurków na starych bieszczadzkich deskach. Pierwsza praca sznurkowa Zuzanny, powstała w Woli Sękowej podczas nauki w Uniwersytecie Ludowym Rzemiosła Artystycznego. Artystkę interesują surowe, naturalne materiały.
Prace Zuzanny Below można oglądać i kupować przez FB/galeria autorska lub skontaktować się z nią telefonicznie: 513 846 219.

(więcej ,,GB" 10)

 



Udany debiut maluchów

Podczas IX Wojewódzkiego Przeglądu Dziecięcych i Młodzieżowych Form Tanecznych „Pierwsze kroki” - współczesne formy tańca, w Głogowie Małopolskim, ustrzyckie smerfy wytańczyły II miejsce. Podium wytańczyły układem „Smerfne Disco”.
Konkurs, w którym brali udział najmłodsi tancerze z ustrzyckiej grupy tanecznej „Nemezis” odbył się 18 kwietnia. Dla naszych maluchów był to pierwszy debiut taneczny poza Ustrzykami. W swojej kategorii wiekowej 6-9 lat, zdobyli II miejsce. W grupie tanecznej, działającej przy Ustrzyckim Domu Kultury znaleźli się: A. Chmielowska, E. Dacko, P. Dacko, Z. Czuryło, A. Drozd, E. Ferenc, N. Drozd, M. Fundanicz, E. Gromala, L. Harsche, M. Karabanowska, J. Kowalska, E. Linka, K. Marusiak, P. Marusiak, L. Orłowska, M. Orłowska, B. Przybyła, N. Przybyła, S. Sadkowska, P. Wójcik, E. Skiba, A. Szydełko. Grupa sukces zawdzięcza swojej instruktorce Joannie Drozd.
Paba
Fot. J. Drozd

(więcej ,,GB" 10)

 



Warsztaty literackie w Bieszczadach
z Ziemianinem, Ostaszewskim i Potaczałą


Kino KOŃKRET zaprasza na warsztaty literackie. Bloki tematyczne z prozy, poezji, dramatu i reportażu poprowadzą znani literaci.
Propozycja zarówno dla tych publikujących jak i piszących do szuflady. Nieodpłatne zajęcia dla 20 osób powyżej 16 roku życia, odbędą się od 20 do 23 sierpnia 2015 r. w kinie KOŃKRET w Zatwarnicy – gmina Lutowiska. Bloki tematyczne z prozy, poezji, dramatu i reportażu poprowadzą literaci - Adam Ziemianin (poeta, znany jest m.in. jako autor tekstów do piosenek śpiewanych przede wszystkim przez: Stare Dobre Małżeństwo i Krzysztofa Myszkowskiego), Robert Ostaszewski (prozaik, felietonista, krytyk literacki; doktorant w IFP UJ, redaktor FA-artu i Dekady Literackiej, redaktor naczelny Portalu Kryminalnego, współredaguje także FA-art i Dekadę Literacką), Krzysztof Potaczała (przede wszystkim reportażysta, wnikliwy dziennikarz, autor KSU – „Rejestracja buntu” i trzech tomów Bieszczady w PRL-u ), Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska (poetka, dramatopisarka, autorka cyklu scenariuszy radiowych dla dzieci) i Jolanta Jarecka.
Po części warsztatowej, która przewidziana jest również w terenie, wieczorami odbywać się będą otwarte spotkania autorskie z prowadzącymi i zaproszonymi gośćmi.
Projekt Bieszczadzka Przestrzeń Literacka realizuje Stowarzyszenie Bieszczadzka Przestrzeń Kulturowa dofinansowany przez Urzędu Marszałkowski Województwa Podkarpackiego w ramach działania mecenatu kulturalnego „Warsztaty z mistrzem”. Formularz (www.bieszczadzki.pl, zakładka aktualności i ogłoszenia) wraz z próbkami własnych tekstów (max do 2 stron A4) należy wysłać mailem na adres: przestrzenkulturowa@interia.pl lub pocztą tradycyjną na adres: Stowarzyszenie Bieszczadzka Przestrzeń Kulturowa, Krościenko 45, 38-700 Ustrzyki Dolne. Termin rekrutacji został wydłużony do wyczerpania miejsc.
Więcej informacji udziela koordynator projektu – Jola Jarecka tel. 607068094 O zakwalifikowaniu się do projektu decyduje uzasadnienie i poziom nadesłanych tekstów. O wynikach zainteresowani zostaną powiadomieni mailowo i telefonicznie.
J. Jarecka

(więcej ,,GB" 10)

 



Wkrótce pojawią się młode orły

Orły przednie, żyjące w Górach Słonnych w paśmie Gór Sanocko-Turczańskich i Bieszczadach wcześniej niż zwykle zakończyły loty godowe. Trwa 40 dniowy okres wysiadywania jaj. W najbliższych dniach pojawią się pierwsze pisklęta.
– Powodem szybszego procesu była dość łagodna zima – twierdzi dr Marian Stój, koordynator Komitetu Ochrony Orłów Regionu Podkarpackiego. Dr Marian Stój od ponad 20 lat zajmuje się obserwacją orłów przednich. Do jego zadań należy też ich obrączkowanie. Służy to do ich monitorowaniu.
W Polsce żyje 35 par orłów przednich: 30 w Karpatach, w tym 7 w Górach Sanocko-Turczańskich i po 6 par w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Poza Karpatami można je spotkać na Wybrzeżu Bałtyckim np. w Słowińskim Parku Narodowym i na Mazurach.
Z reguły orły prowadzą osiadły tryb życia. Jednak te, które gniazda mają w wyższych partiach gór czasami zmuszone są do migracji.
– Wiosną obserwujemy ożywienie wśród ptaków. Tokują, odwiedzają gniazda, znosząc materiał budowlany; suche i świeże gałązki drzew – mówi ornitolog.
– Orły przednie tworzą pary monogamiczne. Pozostają sobie wierne przez wiele lat. Nawet do śmierci jednego z partnerów. Po złączeniu w pary manifestują zajęty rewir przez wykonywanie lotów godowych – wyjaśnia Marian Stój. – W trakcie lęgu naprawiają i rozbudowują swoje gniazda.
Okazuje się, że pary mogą mieć ich kilka, po to by co roku lęgi odbywać w innym. – Samica składa przeważnie dwa żółtawe jaja. Młode wykluwają się w odstępach czasu równych różnicy, w jakiej zostały złożone. Przeważnie przeżywa starsze. Gdy pojawia się drugie pisklę to zaczyna go eliminować. Młode ptaki do samodzielnego lotu są gotowe po około 10 tygodniach – dodaje ornitolog.
Wojciech Zatwarnicki

(więcej ,,GB" 10)

 



Jasna Góra w Woli Michowej

W dolinie Osławy echem niesie się dźwięk dzwonu. To znak, że kolejny pielgrzym zawitał do stóp Matki Boskiej Częstochowskiej. Swoje modlitwy, prośby i podziękowania przypieczętował uderzeniem kościelnego dzwonu. Taki zwyczaj panuje od kilku lat w Woli Michowej na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.
Mieszka tam niespełna 80 osób. Leśniczówka, agroturystyka, zagroda żubrów, lasy, łąki i drewniany kościółek przy drodze. Dziś trudno uwierzyć, że było to miasteczko. Pełne życia, gwaru. Na próżno szukać śladów dawnej świetności. Nie pozostał nawet ślad po rynku, po którym rabin zmierzał do synagogi, a sklepikarz zachwalał swój towar. Na trakcie z Baligrodu prowadzącym na przełęcze karpackie nie zobaczymy już konnych taborów. Nie wejdziemy też do cerkwi bo – tak jak i wielu innych rzeczy – już jej nie ma. Jest natomiast miłość do miejsca, gór i ludzi, tradycji i wiary. To z tej miłości powstał przepiękny kościółek, który z dnia na dzień został okrzyknięty bieszczadzką Jasną Górą.
Każda deska, z której został zbudowany to piękna historia. W lutym minęło 10 lat od chwili rozpoczęcia budowy kościoła filialnego pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Woli Michowej. Opowiedział nam o tym Wojciech „Kiju” Gosztyła. Animator turystyki, przewodnik górski i człowiek, który pokochał to miejsce.
– Zaczęło się prozaicznie. Miejscowa kaplica, kościół filialny parafii Piotra i Pawła w Łupkowie wymagał remontu. Kaplica powstała na czas budowy kościoła parafialnego. Po jego ukończeniu w 1991 roku trafiła do nas. Po piętnastu latach użytkowania nadawała się do remontu. Problem w tym, że nie było już czego remontować. Doszliśmy do wniosku, że lepiej budować coś od początku. Zrobiliśmy zebranie wiejskie i zawiązaliśmy Społeczny Komitet Budowy Kościoła, któremu miałem przyjemność przewodniczyć – mówi „Kiju”.
Z Częstochową w tle
Był rok 2005. Mieszkańcy nie mieli ani projektu, ani pieniędzy na budowę. Mieli za to silną wolę i opatrzność, która nad nimi czuwała. Na swojej drodze spotkali Bogdana Jezierskiego. Inżynier z Częstochowy mając 80 lat postanowił, że musi zmienić coś w swoim życiu. Sprzedał dom i ruszył w Bieszczady. Trafił do Łupkowa i tam zamieszkał. I to właśnie on jest autorem projektu kościółka. Podobnie jak cerkwi przy serpentynach w Kulasznem.

Wojciech Zatwarnicki
Fot. Wojciech Zatwarnicki

(więcej ,,GB" 10)

 

SPORT


Nowe trasy Nordic Walking Park
„Gmina Ustrzyki Dolne”


Pod koniec kwietnia, dokonano odbioru końcowego nowych tras do uprawiania nordic walking w ramach projektu NORDIC WALKING POŁUDNIE PODKARPACIA. Wytyczono oraz oznakowano prawie 20 km tras.
Usługa polegała na wytyczeniu, oznakowaniu oraz certyfikacji tras i została wykonana na zlecenie Lokalnej Grupy Działania „Zielone Bieszczady” przez firmę Stacja-Zdrowie.pl. Odbioru dokonali Iwona Woch – prezes zarządu, kierownik biura Lokalnej Grupy Działania „Zielone Bieszczady” oraz Jacek Łeszega – inspektor ds. promocji Urzędu Miejskiego w Ustrzykach Dolnych.
Nordic Walking Park „Gmina Ustrzyki Dolne” jest jednym z pięciu parków wykonanych na obszarze, którym zajmuje się Lokalna Grupa Działania „Zielone Bieszczady”. Park składa się z 3 tras: pierwsza znakowana kolorem zielonym jest pętlą o długości 1,1 km; druga znakowana kolorem czerwonym jest pętlą o długości 5 km i trzecia znakowana kolorem czarnym jest pętlą o długości 13,9 km. Początek wszystkich trzech tras jest w Ustianowej – u podnóża Pasma Żukowa, przy początkowej stacji ścieżki dydaktycznej Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne. Trasy zostały poprowadzone szerokimi gruntowymi ścieżkami stanowiącymi część infrastruktury tras biegowych, mających homologację FIS, leśnymi traktami, asfaltowymi drogami oraz utwardzonym gościńcem biegnącym grzbietem Pasma Żukowa.
Jacek Łeszega

(więcej ,,GB" 10)

 



Po ulicach i na bieżni

Już po raz siedemnasty, w Krośnie biegacze uczcili święto konstytucji 3 maja. Kilkuset biegaczy z Polski, Ukrainy, Czech wystartowało w biegu głównym na 7 kilometrów. Wśród uczestników znaleźli się również lekkoatletki i lekkoatleci z ustrzyckiego MKS Halicz.
Biegaczy wystartowali na krośnieńskim rynku, aby po przebiegnięciu ulicami miasta 7 kilometrów dobiec do mety mieszczącej się na lekkoatletycznym stadionie na Bursakach. Bieg ukończyło 276 osób.
Zwycięzcą biegu głównego został Bogdan Semenowycz z Kalisza. Kolejnych pięć miejsc zajęli zawodnicy z Ukrainy, którzy stanęli na starcie liczną i bardzo mocna ekipą.
W kategorii kobiet do lat 19 czołowe miejsca zajęły zawodniczki z Ustrzyk. Edyta Bielec była druga, jej siostra Joanna - trzecia, ich koleżanka klubowa Justyna Augustyn zajęła czwarte miejsce. Nasze zawodniczki musiały uznać wyższość Kamili Zatorskiej z Krosna. W klasyfikacji generalnej dało to Edycie Bielec – 75 miejsce (15 wśród kobiet) Joannie Bielec – 83 (16), a Justynie Augustyn – 90 (17).
Młodsi lekkoatleci mieli okazję rywalizować na znacznie krótszych dystansach na bieżni stadionu na Bursakach. Uczniowie klas I-II biegali na dystansie 200 metrów, na którym ósme miejsce zajęła Izabela Matiasik, a piaty wśród chłopców był Miłosz Kocik.
/Ela/

(więcej ,,GB" 10)

 



Świętowali na pływalni

Z okazji 224 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, pływalnia Delfin w Ustrzykach Dolnych gościła uczestników otwartych zawodów pływackich. Na dystansie 50 m stylami dowolnym oraz klasycznym wystartowali reprezentanci ustrzyckich zakładów pracy. Najliczniej reprezentowane były służby mundurowe z poszczególnych placówek straży granicznej w Krościenku, Czarnej, Wojtkowej oraz nauczyciele z SP 1 i 2 z Ustrzyk Dolnych.
Wśród kobiet w stylu dowolnym rywalizowały tylko dwie zawodniczki. Zwyciężyła Katarzyna Józefek (ZSP 1 Ustrzyki) przed Irminą Sikorą (SG Wojtkowa). Styl dowolny mężczyzn wygrał Tomasz Podstawek (ZSP 2 NSS Ustrzyki Dolne), wyprzedzając Dawida Michalaka (SG Czarna) i Łukasza Latuska (SG Czarna).
W stylu klasycznym wśród kobiet najlepszą okazała się Anna Cieślik-Kaszany (ZSP 1 Ustrzyki Dolne), przed Elżbietą Dziwisz (SG Krościenko) oraz Moniką Zawadzką (SG Krościenko).
Na dystansie 50 metrów klasykiem pierwsze miejsce wśród mężczyzn zajął Robert Słysz przed Rafałem Huczko (obaj SG Krościenko). Na trzecim miejscu rywalizację ukończył Piotr Czaja (ZSP 2 Ustrzyki).
Rywalizowano również w sztafecie 4 x 50 m w stylu dowolnym. Tutaj najlepsi okazali się reprezentanci placówki Straży Granicznej w Krościenku, którzy wyprzedzili nauczycieli z ZSP2 NSS z Ustrzyk, SG Czarna, SG Wojtkowa oraz zespół z ZSP 2 Ustrzyki Dolne.
/Ela/

(więcej ,,GB" 10)

 



Na nartach z ośmiotysięcznika

Ratownik Bieszczadzkiej Grupy GOPR Aleksander Ostrowski zamierza zjechać na nartach z kolejnego ośmiotysięcznika. Tym razem będzie to Gascherbrum II w Karakorum. 29 września ur. Olek zdobył samotnie szósty szczyt świata Cho Oyu (8201 m n.p.m) i zjechał z niego na nartach, bijąc tym samym rekord Polski w wysokości zjazdu.
Pochodzący z Wetliny ratownik, jest drugim Polakiem po Andrzeju Bargielu, któremu udała się sztuka zjazdu na nartach z ośmiotysięcznika i pierwszym, który pokonał na nartach Cho Oyu. Warto zaznaczyć, że Olek Ostrowski dokonał samotnego wejścia.
Tegoroczna Gasherbrum II 8035 - Ski Expedition 2015,  będzie pierwszą polską wyprawą narciarską w Karakorum. Jej celem jest dokonanie pierwszego polskiego zjazdu na nartach z Gasherbruma II - 8035 m n.p.m. Tym razem ratownikowi będzie towarzyszył pochodzący z Krosna Piotr Śnigórski – wspinacz, fotograf i freerider.
– Gasherbrum to najniższy ośmiotysięcznik Karakorum, znajdujący się na granicy pakistańsko-chińskiej – tłumaczy Olek Ostrowski. Na szczyt chcemy wejść drogą pierwszych zdobywców od strony pakistańskiej, południowo-zachodnim żebrem. Zjazd z wierzchołka na nartach pokrywać sie będzie z drogą podejścia i chcemy go zakończyć najniżej jak to będzie możliwe. Jeśli uda się nam uzbierać niezbędną ilość pieniędzy wyprawa rozpocznie się już w połowie czerwca 2015 roku. Jeśli nie uzbieramy - zapożyczymy się po szyję i też pojedziemy – dodaje.
Budżet całej wyprawy przy dwóch uczestnikach to ok. 80 tys. zł. Część to wkład własny i sponsorów. Narciarze nie są jednak w stanie sprostać brakującej kwocie. – Po wyprawie na Cho Oyu spotkałem wielu ludzi, którzy szczerze kibicują moim pomysłom narciarskim, identyfikują się z nimi – mówi Olek. Co więcej, sprawia im radość to, że mogą dorzucić do nich swoje "trzy grosze". Dlatego zwracamy się do Was o pomoc po raz kolejny.
Pieniądze zbierane są przez stronę WWW.polakpotrafi.pl. W chwili zamknięcia numeru na koncie widniała kwota 9 tyś. Aby zbiórka zakończyła się sukcesem musi wpłynąć ogółem 40 tyś.

Wojciech Zatwarnicki
Fot. Archiwum Olka Ostrowskiego

(więcej ,,GB" 10)