Logo Gazety

www.gb.media.pl

Najbliższe wydanie
8 maja 2015r.

Baligród - Cisna - Czarna - Komańcza - Lesko - Lutowiska - Olszanica - Sanok - Solina - Ustrzyki Dolne - Zagórz
 

 

 


W aktualnej "GB" nr 8
Wybierz temat:
INFORMACJE


Bieszczadzkie Zakapiory
zapraszają do Polańczyka


Evgen Malinovskiy, Michał Wójciak, Piotr Rogala ,,Rogalik”, Lech Dyblik, Mr. Pollack, Antonina Krzysztoń – to tylko kilku ze znamienitych wykonawców, którzy w tym roku uświetnią kolejny IVX Bieszczadzki Zjazd Zakapiorów. Jak co roku, najtwardszym Zakapiorom, wręczone zostaną certyfikaty oraz statuetki Bieszczadzkiego Zakapiora.
Bieszczadzki Zjazd Zakapiorów organizowany jest po raz czternasty. Jego pomysłodawcą i inicjatorem jest Pustelnik Jano z Polańczyka.
- Chciałem zintegrować to niecodzienne środowisko, bo wszyscy o sobie wiedzieli, ale w zasadzie się nie znali. Postanowiłem więc zorganizować takie spotkanie, by wszystkich zakapiorów z sobą zapoznać – wyjaśnia Pustelnik Jano. Na pierwszym zjeździe zjawiło się ich ok. trzydziestu. Każdy indywidualista i charakterny. Pustelnik Jano mówi, że słyszał wtedy z wielu stron, że taka impreza nie wypali. Ludzie zastanawiali się, jak uda mu się pogodzić, tak różne środowiska. – Wiele razy słyszałem, że poeta ze smolarzem się nie dogada. I co? Siedzą teraz razem, filozof, malarz, poeta i smolarz i rozmawiają bez problemu – mówi z uśmiechem Pustelnik Jano. – Bo w naszym środowisku liczy się tolerancja i szacunek wobec inności. Tu każdy jest równy, nikt się nie wywyższa.
(…)
Zakapior z certyfikatem
Tegoroczny IVX Bieszczadzki Zjazd Zakapiorów organizowany jest od 15 do 16 maja. Pierwszy dzień imprezy, to spotkanie zamknięte, tylko dla zaproszonych gości. Wręczone zostaną wtedy certyfikaty i statuetki Bieszczadzkiego Zakapiora, wykonane przez Wikinga.
- Chciałem tymi statuetkami i dyplomami wyróżnić ludzi, którzy zrobili coś dobrego dla Bieszczadów. Dostały je osoby zasłużone, które wpisały się w nasz krajobraz – wyjaśnia Pustelnik. - Taką statuetkę dostali już m.in. Janusz Szuber, Viktorini czy Zdzisław Pękalski.
W tym roku statuetka Bieszczadzkiego Zakapiora przypadnie kobiecie, jednak Gazeta Bieszczadzka zobowiązała się nie zdradzać nazwiska zwyciężczyni.

Wspólna zabawa do nocy
W drugi dzień, zakapiory zapraszają wszystkich na wspólne świętowanie. Od godz. 14.00 do 22.00 w amfiteatrze w Polańczyku odbędzie się impreza otwarta, na którą wstęp jest wolny. W ten dzień, na scenie zobaczymy wielu wspaniałych muzyków. Wystąpią: Andrzej Lach ,,Kirym”, Roman Dobrowolski ,,Łabi”, Wojtek Szczurek, Przemysław Chmielewski ,,Chmielu”, Adam Glinczewski ,,Łysy”, Jurek Krupa, Piotr Rogala ,,Rogalik”, Arek Zawiliński, Natalia Kwiatkowska, Andrzej Szęszoł, Lech Dyblik, Evgen Malinovskiy, Michał Wójciak i Antonina Krzysztoń. Każdy z przybyłych na spotkanie gości, będzie mógł zjeść kiełbaskę czy wypić piwo z Bieszczadzkim Zakapiorem. Warto, bo opowieści jakie potrafią snuć są wyjątkowe.
Paulina Bajda

(więcej ,,GB" 8)

 



Akcja Czysty Strwiąż

Strażacy, mieszkańcy, Urząd Miejski oraz Starostwo Powiatowe w Ustrzykach Dolnych zaangażowali się w akcję czyszczenia Strwiąża. A w naszej rzece jest wszystko - buty, swetry, puszki, części samochodowe i setki innych śmieci, o czym mogli się przekonać podczas wiosennego sprzątania ochotnicy, czyszczący brzegi rzeki Strwiąż.
Na ostatniej sesji Rady Powiatu Bieszczadzkiego radny Powiatu Bieszczadzkiego Jacek Łeszega złożył wniosek o udział Starostwa Powiatowego w Ustrzykach Dolnych w działaniach zmierzających do oczyszczania rzeki Strwiąż, na całej jej długości od źródeł rzeki do przekroczenia granicy z Ukrainą. Wcześniej zawiązał się nieformalny Komitet Inicjatywny, w skład którego weszli m.in. : burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz, wicestarosta Powiatu Bieszczadzkiego Katarzyna Sekuła, Cezary Konieczyński, Cezary Krupski i Jacek Łeszega.
(…)
- Chcemy aby akcja była długotrwała, mamy nadzieję, że zaktywizujemy mieszkańców, którzy w czynie społecznym pomogą nam uporządkować rzekę. Akcja ma również charakter edukacyjny i na pewno w przyszłości przyczyni się do tego, że rzeka będzie mniej zaśmiecana – dodała Katarzyna Sekuła, wicestarosta bieszczadzki.
Komitet Inicjatywny będzie działał na wielu płaszczyznach, zatem jest to jego pierwsza akcja. Urząd Miejski oraz Starostwo Powiatowe w Ustrzykach Dolnych aktywnie włączą się do tej cennej inicjatywy.
(…)
Wiosenne sprzątanie Strwiąża
Z pomysłem posprzątania Strwiąża wyszła również społeczność Krościenka, Liskowatego, Brzegów Dolnych i Ustrzyk. Leokadia Bis, radna Rady Miejskiej w Ustrzykach Dolnych oraz Ochotnicza Straż Pożarna w Krościenku nad Strwiążem, zmobilizowała mieszkańców do wspólnego sprzątania rzeki. Wiosenne porządkowanie brzegów odbywało się na trzech odcinkach rzeki. Wędkarze z Koła PZW „Sazan” rozpoczęli zbiórkę śmieci od mostu koło szpitala w Ustrzykach D. w kierunku granicy państwa, druga grupa w miejscowości Brzegi Dolne, a pozostali od łączenia potoku Stebnik pod prąd w kierunku miasta Ustrzyki D.
- Udało nam się zebrać ochotników i 11 kwietnia, spora grupa miłośników przyrody, zaopatrzona w worki na śmieci i gumowe rękawiczki ruszyła sprzątać teren – opowiada Jacek Bis. - Wśród tych osób znaleźli się nie tylko strażacy ochotnicy, ale też mieszkańcy wsi Krościenko na czele z panią sołtys, mieszkańcy okolicznych miejscowości. Na apel nie zostali obojętni również funkcjonariusze i pracownicy cywilni Placówki Straży Graniczne w Krościenku, wędkarze z Koła PZW „Sazan” z Ustrzyk Dolnych oraz członkowie ustrzyckiego Koła Łowieckiego „Jarząbek”. (…)
paba/J. Bis
fot. Jacek Bis

(więcej ,,GB" 8)

 



Sami niewinni

Po trzy zarzuty usłyszą były burmistrz Ustrzyk Dolnych Henryk S. oraz były sekretarz miasta Jan B., powiązani w procesie z byłym wojewodą oraz marszałkiem województwa Mirosławem K. Proces rozpocznie się w sądzie w Rzeszowie.
Śledztwo w sprawie byłego marszałka, przez prawie trzy lata, prowadziła prokuratura Apelacyjna w Lublinie. Mirosławowi K. postawiono 16 zarzutów. Łącznie, wszystkich zarzutów było 30, a prokuratura postawiła je jeszcze ośmiu osobom. Wśród nich jest właśnie były burmistrz Henryk H. oraz były sekretarz Jan B.
Obaj mają postawione po trzy zarzuty. z art. 231 kodeksu karnego, który mówi o nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, działającego na szkodę interesu publicznego, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – wyjaśnia prokurator Grzegorz Janicki, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. - To wykroczenie podlega karze pozbawienia wolności do 10 lat.

Miały być dzieci – był wojewoda?
Zarzuty, dotyczą lat 2008-2009. W tym okresie ówczesny wojewoda Mirosław K., często przebywał w Bieszczadach. Trzykrotnie gościł tu w gospodarstwach agroturystycznych, raz w Łodynie i dwukrotnie Zadwórzu. Według prokuratury, Mirosław K. przebywał tam na zaproszenie byłego burmistrza Ustrzyk Dolnych Henryka S. najważniejsze w sprawie jest jednak to, że w opisie faktur za te pobyty wpisano – pobyt dzieci. Zarzut, jaki w tej sprawie postawiła prokuratura byłemu marszałkowi, dotyczy przyjęcia korzyści majątkowej w postaci opłacenia pobytu w gospodarstwie i pensjonacie. W opisie faktury podano również to, że dzieci przygotowywały się do ogólnopolskiej olimpiady młodzieży w sportach zimowych i były tam dzieci z rodzin, których nie było stać na wypoczynek zimowy. Pobyty te opłacono z gminnego funduszu rozwiązywania problemów alkoholowych. Kwota łączna jaką wypłacono za te faktury wyniosła ponad 3 tys. zł.

Henryk B. – Jestem niewinny
Byłemu burmistrzowi, oraz sekretarzowi miasta Prokuratura Apelacyjna w Lublinie, zarzuciła poświadczenie nieprawdy w dokumentach oraz korumpowanie byłego marszałka. Po usłyszeniu zarzutów Henryk S. pozostał na stanowisku burmistrza i wielokrotnie w publicznych wypowiedział twierdził, że jest niewinny. Na fakturach nie było jego podpisu, a były sekretarz go szantażował, chcąc wymusić na nim przywrócenie do pracy. Wydał również oświadczenie, w którym kategorycznie stwierdza, że zarzuty są bezpodstawne, a powstały w związku z fałszywym doniesieniem byłego sekretarza, a on ma czyste sumienie.
Henryk S. obecnie nie chce komentować całej sytuacji. – Spodziewałem się telefonów w tej sprawie, ale nie chcę komentować, niech wszystko toczy się spokojnie swoim torem – powiedział Gazecie Bieszczadzkiej były burmistrz. (…)

Paulina Bajda

(więcej ,,GB" 8)

 



Miś ułaskawiony?

Znane są już wyniki badań posekcyjnych, 61- letniego mieszkańca Olszanicy, który został znaleziony w lesie październiku 2014 r. Biegli orzekli, że rany, które były na jego ciele, nie wiążą się z działaniem zwierząt.
Do Prokuratury Rejonowej w Lesku wpłynęła opinia uzupełniająca biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej, badających rany na ciele 61-letniego mieszkańca Olszanicy, którego ciało znaleziono w październiku ubiegłego roku. Prokuratura zaznacza, że opinia nie daje jednoznacznej odpowiedzi, na pytanie co było przyczyną śmierci mężczyzny.
- Dodatkowa opinia biegłych mówi m.in. o tym, że część ran ujawnionych na ciele denata odpowiada kształtem uszkodzeniom powstałym na quadzie, który został uchwycony i przewrócony przez niedźwiedzia. Określenie mechanizmów powstania uszkodzeń ciała u znalezionego mężczyzny jest bardzo trudne z uwagi na rozkład gnilny, który w znacznym stopniu zatarł charakter obrażeń. Mechanizmu powstania większości z nich, w ogóle nie da się ustalić. Kolejną trudnością weryfikacji wersji spowodowania obrażeń przez niedźwiedzia jest fakt, że nie posiadamy fachowej literatury, jak wyglądają rany i obrażenia człowieka zadane przez niedźwiedzia, bo do podobnych przypadków dochodzi niezwykle rzadko – mówiła portalowi esanok.pl Maria Chrzanowska, Prokurator Rejonowy w Lesku. - Trwają badania DNA wszelkich zabezpieczonych śladów i dowodów rzeczowych. Mamy nadzieję, że przyczynią się do ostatecznego ustalenia przyczyny śmierci mężczyzny.
(…)
Do tematu będziemy powracać.
Paulina Bajda
Fot. Cezary Konieczyński

(więcej ,,GB" 8)

 



ZBGP ma nowego przewodniczącego

Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych, został nowym przewodniczącym Związku Bieszczadzkich Gmin Pogranicza. Zapowiada, że rewolucji w Związku nie zrobi, będzie skupiał się na współpracy z zrzeszonymi gminami i wspólnym działaniu na rzecz Bieszczadów.
8 kwietnia w Zagórzu, odbył się kolejny zjazd Związku Bieszczadzkich Gmin Pogranicza, podczas którego wybrano nowego przewodniczącego Związku. Został nim Bartosz Romowicz, który przejął pałeczkę, po Henryku Sułui poprzednim burmistrzu Ustrzyk Dolnych. Romowicz wygrał stosunkiem głosów 20 do 14.
- Dla mnie najważniejsze było, by po wyborach stanowisko przewodniczącego zostało w Ustrzykach Dolnych, ponieważ to nasze miasto jest głównym ośrodkiem gospodarczymi kulturalnym Bieszczadów – mówi Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych. – Celem Związku jest działanie na rzecz promocji i rozwoju tego regionu, a działamy na zasadzie lobbingu i nie posiadamy odrębnych środków finansowych.
W ostatnich latach Związek opracował m.in. Strategię Rozwoju Bieszczadów, która jest częścią Strategii Rozwoju Województwa Podkarpackiego, opracowanej przez Podkarpacki Urząd Marszałkowski.
- Naszym zadaniem jest wspólne działanie dla dobra naszego regionu. Wspólnie zawsze łatwiej sięga się np. po środki europejskie, czy prowadzi rozmowy na szczeblu wojewódzkim, czy rządowym. Zawsze inaczej patrzy się na rozmówcę, kiedy wiadomo, że stoi za nim trzynaście gmin, a nie tylko jedna – przekonuje Bartosz Romowicz. (…)
Paulina Bajda

(więcej ,,GB" 8)

 



Zdaniem leśnika
Nie „ratujmy” sarenki


Maj już za chwilę. Ten chyba najpiękniejszy miesiąc w roku to czas kiedy na świat przychodzi wiele zwierząt. Łanie i kozy (samica sarny), korzystając z bogactwa pokarmu wydają na świat potomstwo, które musi przetrwać pierwszy, najtrudniejszy okres. I tu właśnie pojawia się problem.
Zwierzyna płowa, czyli sarny, jelenie i daniele przyjęła jednakową strategię obrony potomstwa. Otóż jego sierść ma doskonały, kamuflujący kolor, dzięki czemu leżące w trawach młode jest praktycznie niewidoczne. Jeśli do tego dodamy zdolność pozostawania w praktycznie całkowitym bezruchu oraz bardzo słaby zapach, to mamy naprawdę dobry sposób na przetrwanie. Niestety, ten nikły zapach nie jest za słaby dla drapieżników. Wilki czy lisy, a nawet niedźwiedzie, potrafią młode znaleźć i po prostu zjeść. Dlatego, w pewnej odległości od dziecka zawsze jest matka i dyskretnie je pilnuje. Gdy pojawi się zagrożenie, natychmiast stara się pokazać i odciągnąć od potomstwa drapieżcę. Najczęściej jej się udaje i może spokojnie wrócić do czekającego młodego. Ten moment, gdy matka odciąga drapieżnika często jest dla młodego tragiczny. Nie ma roku, aby do któregoś z leśników nie przyniesiono młodej, biednej sarenki czy jelonka, który leżał samotny, zziębnięty i głodny. Ludzkie dobre serce oraz brak podstawowej wiedzy na temat strategii wychowania młodych przez jeleniowate, stanowi dla nich duże zagrożenie. Zabrane z naturalnego środowiska, pozbawione matczynej opieki najczęściej nie przeżywają w niewoli zbyt długo. Dlatego pamiętajmy – nigdy nie zabierajmy spotkanego w lesie „oseska”. Jego matka na pewno jest gdzieś w pobliżu, a młode jest bezpieczne. Nie dość, że nie zabierajmy, to nawet nie próbujmy dotykać. Nasz zapach może spowodować zostawienie cielaczka czy koźlęcia i skazanie go na śmierć. Ten apel powtarzamy co roku i będziemy tak robić, aż do znudzenia. To naprawdę ważna sprawa, dlatego temat ten, jest podnoszony zawsze na spotkaniach w szkołach czy przedszkolach. Dzieciaki już wiedzą jak trzeba się w takim przypadku zachować. Dużo gorzej jest ze starszymi. Dlatego jeszcze raz: NIE DOTYKAMY I NIE ZABIERAMY Z LASU ZNALEZIONEJ SARENKI CZY JELONKA !!!
Darz bór !!!
Foto: Łania odciąga wilka od swojego potomstwa

(więcej ,,GB" 8)

 



Znaleźli zagubionych w górach

Ratownicy GOPR-u wraz z funkcjonariuszami Straży Granicznej uratowali dwóch zagubionych turystów. Mężczyźni zgubili się 3 kwietnia, w okolicach Góry Dział.
- Okazało się, że dwaj młodzi turyści, którzy zamierzali przejść szlakiem turystycznym w kierunku Małej Rawki, nie mogą sobie poradzić w ciężkich warunkach atmosferycznych – informuje Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. - Tego dnia w Bieszczadach wiał silny, porywisty wiatr i padał śnieg. Temperatura wydawała się być o wiele niższa, niż notowane minus 3°C.
W rozmowie telefonicznej z zabłąkanymi mężczyznami ustalono, iż przebywają oni w rejonie wiaty na Górze Dział. Tam właśnie samochodem i skuterem śnieżnym udał się patrol funkcjonariuszy. Po upływie ok. dwóch godzin patrol dotarł do turystów. Na miejscu stwierdzono, że stan fizyczny mężczyzn jest dobry i nie potrzebują pomocy medycznej. Turyści wraz z funkcjonariuszami udali się zejściem do rejonu Przełęczy Wyżnej, a następnie zostali przewiezieni do miejsca zakwaterowania w Wetlinie.
Była to już kolejna w Bieszczadach akcja ratunkowa, w której brali udział funkcjonariusze Straży Granicznej. Ta, na szczęście, zakończyła się sukcesem. Turystów odnaleziono całych i zdrowych. Natomiast, tragicznym okazał się finał poszukiwań (2 kwietnia), zaginionej w górach 25-letniej mieszkanki Ustrzyk Dolnych. Dziesięciu funkcjonariuszy Straży Granicznej z Ustrzyk Górnych wraz z ratownikami Bieszczadzkiej Grupy GOPR, przez kilka godzin wspierało goprowców w jej poszukiwaniach. W górach odnaleziono jedynie jej ciało.
paba
Fot. BiOSG

(więcej ,,GB" 8)

 



Leśna amunicja

Nabój do armaty przeciwlotniczej czy radzieckie pociski moździerzowe – takie niebezpieczne znaleziska, co jakiś czas odnajdują w lesie leśnicy. To „pamiątki” po dawnych działaniach wojennych. Znalezionej amunicji nie wolno dotykać, tylko natychmiast zgłosić odpowiednim służbom.
Nasze lasy skrywają m.in. amunicję, która znajduje się bardzo często, np. w ściółce leśnej i w pniach drzew. Zdarza się także, że na fragmenty pocisków, natrafia się dopiero przy obróbce drewna, np. przy przetarciu w tartaku.
Kilka dni temu podleśniczy z leśnictwa Łobozew, w trakcie wykonywania czynności służbowych odnalazł w lesie bukowym w paśmie Żukowa, nabój do armaty przeciwlotniczej Bofors 40 mm (była to armata szwedzkiej produkcji skonstruowana przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej). Miejscowy leśniczy powiadomił o tym fakcie policję. Na miejsce zdarzenia przybyła specjalistyczna formacja Wojska Polskiego - patrol rozminowania, który zabezpieczył i wywiózł nabój z lasu.
Kilka tygodni temu podobne zdarzenie miało miejsce na terenie leśnictwa Stebnik, w lesie położonym w bliskim sąsiedztwie granicy polsko-ukraińskiej. Zbieracz poroży znalazł tam kilka radzieckich pocisków moździerzowych, które zostały zdetonowane przez saperów na miejscu. W okolicznym lesie zachowały się jeszcze niewielkie ślady okopów wojennych.
W przypadku znalezienia na terenie leśnym niewypałów i niewybuchów należy oddalić się od takiego miejsca, zapamiętać lokalizację i powiadomić o tym fakcie organy uprawnione do przyjęcia zgłoszenia np. policję czy miejscowe nadleśnictwo. W żadnym wypadku nie należy dotykać i zabierać takich elementów, gdyż może to grozić utratą zdrowia, a nawet życia.
Marcin Plaza Specjalista SL ds. użytkowania lasu
Fot. M. Plaza Nabój do armaty przeciwlotniczej

(więcej ,,GB" 8)

 



Szlaki wokół Ustrzyk
otwarte w długi weekend


Szlaki turystyczne zlokalizowane wokół Ustrzyk Dolnych zostały czasowo zamknięte dla ruchu turystycznego. Nadleśnictwo Ustrzyki Dolne prowadzi na nich prace pielęgnacyjne. Szlaki będą jednak otwarte w długi majowy weekend.
Od 7 kwietnia przy czerwonym szlaku spacerowym Kamienna Laworta-Źródła Strwiąża–Mały Król (odcinek Pod Dębami, odcinek przed szczytem Wielkiego Króla) oraz przy fragmencie szlaku turystycznego niebieskiego na Kamiennej Laworcie (odcinek przed szczytem Laworty) – przeprowadzona jest wycinka i zrywka drzew związana z pielęgnowaniem drzewostanów. Prace pielęgnacyjne w drzewostanach zlokalizowanych wokół Ustrzyk Dolnych są prowadzone etapami już od 2013 roku i obejmują one kompleksy leśne Gromadzyń, Mały Król i Laworta. W tym roku trwa kontynuacja cięć na Małym Królu i w kompleksie leśnym Laworta. Początkowo planowano, że szlaki będą zamknięte również w długi majowy weekend, jednak ustrzyckie nadleśnictwo zmieniło zdanie.
- Prace zostały wstrzymane na okres długiego weekendu, po to by umożliwić korzystanie z nich turystom odwiedzającym Bieszczady – wyjaśnia Marcin Plaza, specjalista Służby Leśnej ds. użytkowania lasu z Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne. - Zabiegi polegające na poprawie zdrowotności lasu w języku leśnym nazywamy cięciami sanitarnymi. Są one niezbędne przede wszystkim w drzewostanach przedplonowych położonych na gruntach porolnych z udziałem świerka, jesionu, modrzewia i sosny, gdzie intensywnie wydziela się posusz. Chodzi o tereny gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w wielu tych miejscach były pola i pastwiska, które zostały zalesione gatunkami szybkorosnącymi – wyjaśnia Marcin Plaza, - Obecnie drzewa masowo zamierają, z uwagi na niekorzystne w ostatnich latach warunki abiotyczne (m.in. obniżenie poziomu wód gruntowych) i biotyczne (m.in. choroby grzybowe).
Plaza dodaje, że wykonanie cięć w tych drzewostanach jest bardzo pilne ze względu na duży rozmiar szkód. Prace są konieczne, przede wszystkim względy bezpieczeństwa, gdyż przebiega przez nie sieć szlaków turystycznych. Uszkodzone drzewa zagrażają życiu wędrujących tymi ścieżkami ludzi. Na Laworcie jest również porządkowany las bukowy, który ucierpiał od ulewnych, zeszłorocznych deszczy.
Zasadza nowy las
(…)
Uprzątnięte drewno z tych drzewostanów zostanie przeznaczone na potrzeby przemysłu celulozowo-papierniczego, do produkcji płyt i na potrzeby opałowe lokalnej ludności. Miejsca, w których prowadzone są prace, zostaną oznakowane tablicami ostrzegawczymi. Oprócz kompleksów leśnych znajdujących się na obszarach Małego Króla i Laworty, planowany jest remont dróg leśnych uszkodzonych przez ulewne deszcze. Dlatego w niektórych fragmentach niemożliwy będzie ruch na szlaku konnym „Bieszczadzki Trakt” na odcinku Liskowate-Krościenko oraz Krościenko-Bandrów. Po zakończeniu długiego weekendu leśnicy wrócą do prac.
Paulina Bajda
Fot. M. Plaza


Zgodnie z instrukcją bhp na okres ścinki i obalania drzew zręby, czyli miejsca wycinki powinny, być zamknięte dla ruchu publicznego. Przy drogach i ścieżkach przebiegających w pobliżu granic powierzchni roboczej powinny stać znaki zakazujące wstępu do lasu. Umieszcza się je nie bliżej granic powierzchni roboczej niż 100 m, muszą być dobrze widoczne i czytelne. Dlatego też miejsca, gdzie są prowadzone prace pielęgnacyjne oznakowane zostały właśnie takimi tablicami ostrzegawczymi. Widząc w trakcie wędrówek po lesie taką tablice należy bezwzględnie zawrócić i nie wchodzić na ten teren, bo może to grozić utratą zdrowia, a nawet życia. Również dźwięk piły motorowej rozchodzący się po okolicznym lesie powinien być sygnałem dla potencjalnego turysty, żeby zachować ostrożność.

(więcej ,,GB" 8)

 

KKULTURA


Moje Bieszczady,
mój dom,
moja pasja


Adam Glinczewski, Stanisława Pikuła, Róża i Krzysztof Franczakowie, Maria Dorożańska – to tylko kilka nazwisk z ponad dwudziestu artystów, którzy zaprezentowali swoje prace na wystawie w Domu Kultury w Czarnej.
Wernisaż wystawy pod hasłem „Moje Bieszczady, mój dom, moja pasja”, odbył się 28 marca w Gminnym Domu Kultury w Czarnej. W wystawie wzięli udział twórcy z terenu gminy Czarna, którzy podzielili się z nami swoim talentem i pasją.
- Mam nadzieję, że to spotkanie wzmocni poczucie tożsamości mieszkańców z naszym pięknym bieszczadzkim regionem oraz pozwoli na wykorzystanie istniejącego, a zanikającego potencjału rzemiosła – mówi Urszula Pisarska, z Gminnego Domu Kultury w Czarnej. - Być może dzięki tej wystawie kolejne osoby odkryją w sobie nowe talenty i pasje, a tym samym poszerzy się grono lokalnych twórców gminy Czarna.
Swoje prace zaprezentowali: Jadwiga Hermanowicz – akwarela, Ola Kiełbińska – olej i akryl na płótnie, Magdalena Zarzyczna - haft krzyżykowy i biżuteria, Stanisława Pikuła – biżuteria, Wojciech Bałajewicz- rzeźba w drewnie, Stanisław Magusiak- haft krzyżykowy, Sylwia Magusiak- robótki ręczne
Krzysztof Wiśniewski- obrazy olejne na desce, Adam Glinczewski „Łysy”- rzeźba w drewnie, Anna Wiercińska – obrazy, Róża i Krzysztof Franczakowie – ceramika, Hanna Myślińska - wiklina i decoupage, Elżbieta Borys - decoupage i Quisling, Maria Dorożańska - stroiki świąteczne, Marzena Zając- ikony, Jan Miesiączek „ Jan Czar” - olej na płótnie, Marek Chmiel - rzeźba i korzenioplastyka, Janina Krauze - akwarela i olej na płótnie, Agnieszka i Włodek Bilińscy – fotografia, Małgorzata i Andrzej Gałek - biżuteria z drewna, wyroby z drewna, robótki ręczne, Berenika Zapałowicz – wyroby filcowane, Wioletta Chmielewska – szkice bieszczadzkich cerkwi, Agnieszka Banach-Oskorip - haft krzyżykowy, uczniowie ZSS w Polanie – fotografia.
Podczas wernisażu Kazimierz Tetera, Adam Glinczewski, Jan Podraza, Marcina Łysyganicz i Witold Michno zaprezentowali utwory literackie i muzyczne.
GDK

(więcej ,,GB" 8)

 



Warsztaty drukarskie w bibliotece

Każdy z nas w procesie edukacji słyszał nazwisko Jana Gutenberga. I choć dziś od Gutenberga dzieli nas ponad 500 lat i wiele innych kluczowych dla ludzkości wynalazków, to jednak druk był przełomowym odkryciem.
Aby przybliżyć dzieciom początki druku Biblioteka Publiczna w Lesku miała przyjemność gościć w dniu 15 kwietnia firmę Kalander, specjalizującą się w prowadzeniu historycznych warsztatów edukacyjnych. Za ich pośrednictwem dzieci odbyły podróż w czasie do epoki mistrza Jana Gutenberga.
Przewodnikami po średniowiecznym warsztacie drukarskim byli rzemieślnicy – drukarz, zecer, ilustrator – odziani w stroje z tamtego czasu. Nie tylko ich stroje przypominały tamtą epokę. Była przede wszystkim duża prasa drukarska, wzorowana na prasie mistrza Gutenberga. Na owej prasie każdy uczestnik wydrukował certyfikat czeladnika ze swoim imieniem, przekonując się jaka to była ciężka praca - pot zrosił niejedno czoło.
Wcześniej młodzi adepci sztuki drukarskiej zapoznali się z historią druku, poznali podstawowe zwroty używane w drukarstwie i samodzielnie przygotowali skład czcionek. Certyfikat potwierdzili pieczęcią lakową, a także spróbowali swych sił jako ilustratorzy stosując kalki drukarskie.
Jakże inaczej wygląda dzisiaj drukowanie, wystarczy magiczne słowo „enter”. Na ciekawe zajęcia drukarskie zostały zaproszone dzieci z dwóch klas Szkoły Podstawowej w Lesku oraz dzieci ze szkół podstawowych w Bezmiechowej, Hoczwi, Olszanicy i Uherzec Mineralnych.
Wszystkie własnoręcznie wykonane przez uczestników warsztatów prace zostały zabrane do domu na pamiątkę spotkania z mistrzem Janem Gutenbergiem.
B. Pyznarska
Fot. Biblioteka Lesko

(więcej ,,GB" 8)

 



Dzień Ucznia w Lutowiskach

Co kryje się pod tym hasłem wiedzą tylko uczniowie z Zespołu Szkół Gimnazjum w Lutowiskach. Samorząd Uczniowski Gimnazjum wraz z opiekunką Edytą Pereśluchą jak co roku z okazji Prima Aprilis organizuje imprezę, podczas której uczniowie przejmują władzę w szkole i zaczynają swoje rządy. W tym roku Dzień Ucznia odbył się wyjątkowo 31 marca, gdyż 1 kwietnia był dla uczniów szkoły podstawowej dniem wolnym od zajęć edukacyjnych ze względu na ogólnopolski test szóstoklasistów.
Na porannym apelu z okazji świąt Wielkiej Nocy dyrektorka i wicedyrektorka przekazały żakom klucze do szkoły i pozwoliły uczniom pokazać na co ich stać. W rolę dyrektorki Marty Polechońskiej wcieliła się Dagmara Gawle, która poprowadziła apel, przyznała nagrody za udział w konkursach, przeprowadziła wiele hospitacji oraz kontrolę dyżurów wśród swojej Rady Pedagogicznej. Funkcję wicedyrektorki Agnieszki Magdy – Pyzochy przejęła Wiktoria Kochanowicz, matematyczki Elżbiety Szylak – Jan Brodowicz, polonistki Edyty Pereśluchy – Kinga Bąk, księdza Mariusza Niemca – Piotr Skotnik, historyka i wosowca Leszka Sirko – Kacper Gądek, germanistki Ewy Skiby – Melania Brańska, wuefistki Elżbiety Kosmeckiej – Anna Kubicka, natomiast wuefisty Przemysława Nowaka – Artur Czernatowicz, świetlicowej Małgorzaty Panek – Marlena Rudziak, chemiczki i biolożki Małgorzaty Tkacz – Klaudia Filus, geograficzki Małgorzaty Fedorowicz – Łukasz Hodur, muzyka Piotra Florka – Aleksandra Paraniak, bibliotekarki Barbary Winiarskiej – Kaja Czaban, w sprzątaczki Antoniny Chruszcz – Izabela Augustyn i Oliwia Fundakowska. Uczniowie po przeprowadzonych lekcjach, sprawdzeniu i ocenieniu sprawdzianów, po odstanych dyżurach i wypełnieniu wszystkich obowiązków zgodnie doszli do wniosku, iż praca nauczycieli tylko pozornie wydaje się prosta. Najwięcej radości sprawiło im przebywanie w pokoju nauczycielskim, natomiast na lekcjach wpisywanie uwag oraz ocen niedostatecznych (do swoich notesów), aż strach się bać co z nich wyrośnie.
Nauczyciele w roli uczniów wcale nie ułatwiali im tej pracy, a wręcz przeciwnie, pokazywali jak niekiedy sami się zachowują. Ale tego co przeżyli nikt im nie odbierze i może, chociaż kilku z nich wybierze w przyszłości właśnie tę drogę.
echa

(więcej ,,GB" 8)

 



W Wielki Piątek do krzyża na Tarnicy

Jak co roku, tysiące pątników w Wielki Piątek wybrały się na Drogę Krzyżową na bieszczadzką Tarnicę. Ciężkie warunki atmosferycznie nie odstraszyły ludzi, którzy w skupieniu i modlitwie szli pod górę. Dla nich, to był czas do głębszych przemyśleń i analiz swojego życia. W milczeniu pokonywali każdy zaśnieżony metr szlaku, zdobywając szczyt.
Nie wyobrażam sobie Świąt Wielkanocnych bez Drogi Krzyżowej na Tarnicę w Wielki Piątek, więc przygotowania poczyniłem już we czwartek. Pogodne czwartkowe popołudnie wróżyło na piątek całkiem znośne warunki do powolnej pątniczej wspinaczki na Tanicę. Przygotowałem zatem wieczorem lżejsze niż przed tygodniem buty i mniejszy plecak, bo chyba nie trzeba będzie brać zbyt wielu ubrań. Nocą budzi mnie dzwonienie dachowego okna. Oho, tak to można planować bieszczadzką pogodę!. Rankiem wita scenerią zimową i zimnym wiatrem. Nie ma żartów z Bieszczadami. Ciężkie ciepłe buty na ostrej antypoślizgowej podeszwie, grube spodnie i ciepła kurtka, to niezbędny ekwipunek uzupełniony rękawicami i kijkami. W plecaku lądują: mały termos z ciepłą herbatą, druga kurtka i dodatkowa ciepła, nieprzewiewana czapka. W drodze dowiaduję się o akcji ratunkowej na Haliczu, ratownicy poszukują dziewczyny która wybrała się na wędrówkę wczoraj. Po drodze już widać co czeka nas dzisiaj. Z każdym kilometrem coraz więcej śniegu, droga ledwo co odśnieżona. Dobrze, że nie podkusiło mnie zmienić opon na letnie. Dopiero po godzinie 9 dojeżdżam do Wołosatego. Widać pełne parkingi i parkuję już na poboczu, dość daleko. Formują się grupy. Ruszam z pierwszą, niosą prosty drewniany krzyż. Pierwsza stacja na łące, widać sznur pątników przed nami. W oddali niewidoczna Tarnica, okryta chmurami. Zaczyna sypać śnieg i wieje. Szlak ubity przez poprzedników, ale każdy krok w bok, to wejście w śnieg sięgający za kolana. W tematykę stacji drogi krzyżowej, wplecione kolejne czytania o drodze życia naszego papieża oraz rozważania z tym związane.
Dla mnie, to przypomnienie nocnej Drogi Krzyżowej jaką odbyłem z jarosławską grupą tydzień temu, w rocznicę śmierci świętego Jana Pawła II. Wtedy góry okazały się silniejsze i dla bezpieczeństwa nie doszliśmy do krzyża. Ostatnią stację odprawiliśmy wśród gwizdu wiatru i w śnieżnej zamieci na granicy lasu. Tam 88 osób odśpiewało „Barkę” i tradycyjnie podzieliło się wielkim piernikowym sercem. Ta śpiewana wspólnie, nie pod samym krzyżem i może niedokładnie o godzinie, w której nasz ukochany Ojciec Święty powrócił do Domu Ojca, Barka, smak tego piernika i poczucie bycia wspólnotą z innymi, nie dają się opisać słowami. To trzeba samemu przeżyć. I to uczucie każe mi i tym których mam w zasięgu wzroku, mozolnie piąć się w górę. Czy dla wszystkich, to rzeczywiście Droga Krzyżowa? Może to tylko zwyczaj wędrowania, turystyczna wyprawa? Tych prawie trzy tysiące ludzi, porzuciło przedświąteczną krzątaninę i cały dzień poświęciło na wędrówkę po śniegu i wśród zamieci do krzyża na Tarnicy, co zaświadcza, że to wydarzenie i miejsce szczególne. (…)
Zygmunt Krasowski
Fot. Z. Krasowski

(więcej ,,GB" 8)

 


 


 


 


 


 


 

SPORT


Wylatali rekord Guinnessa

Jazda w przysiadzie, górę w i w dół, po śniegu przy wykorzystaniu skrzydła latawca i nart. Przez pięć godzin z prędkością ok. 70 km na godzinę – tak wyglądała próba ustanowienia rekordu Guinnessa na bieszczadzkim szczycie Pikuj. Obecnie trwają analizy, które pokażą czy wyczyn Teamu PROWING z Leska zostanie wpisany do słynnej Księgi Rekordów.
Bieszczadzki Team PROWING z Leska najprawdopodobniej jednak ustanowił rekord Guinessa w odległości przebytej przy pomocy nart, wiatru i skrzydła latawca, czyli w dyscyplinie sportowej zwanej snowglidingiem.
- To czy nasz wyczyn będzie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jest obecnie analizowane, być może zostanie zaliczony. Chodzi o to, że dyscyplina sportowa, którą uprawiamy, nie została jeszcze zdefiniowana – wyjaśnia Wacław Kuzło, snowkiter z Team PROWING, pomysłodawca snowglidingu. – Chodzi o technikę, którą go ustanowiliśmy, nie była wcześniej opisywana. W tej chwili jest liczony zapis śladu z nośnika GPS, ale wynik mamy bardzo dobry.

Podjeżdżanie w górę
Aby ustanowić rekord, na początku kwietnia, sportowcy wybrali się na najwyższy szczyt Bieszczad – Pikuj, który znajduje się po ukraińskiej stronie gór. Przez 5 godzin podjeżdżali na nartach w górę, wykorzystując siłę wiatru przy pomocy skrzydła o powierzchni 8 m/kw, a następnie zlatywali w dół. Według nieoficjalnych jeszcze wyników, w tym czasie pokonali dystans ok. 99,8 km, z średnią wysokością 3,5 tys. km. Do rekordu wliczały się tylko podjazdy. Podczas podjazdów, najlepszy odczyt zanotowali Maciej Baran i Arkadiusz Sabat, różnice między ich wynikami, wahają się w granicach ok. 200 m.
- To było bardzo niebezpieczne zadanie, trudne warunki, mocny wiatr, a do tego zagrożenie lawinowe. Kilka osób wycofało się już po kilku podjazdach. Na szczęście okazało się, wyniki, które udało się nam zanotować są świetne – cieszy się Wacław Kuzio.

Paulina Bajda
Fot. E. szydłowska
Eszka.blog.onet.pl



Obecnie w Bieszczadach odbywają się II Paralotniowe Mistrzostwa Podkarpacia. Rywalizacja o miano Mistrza Podkarpacia w Paralotniarstwie rozpoczęła się 21 marca i potrwa nieprzerwanie do 30 września 2015 r. Udział w zawodach biorą piloci paralotniowi z całej Polski, którzy zgłoszą lot z terenu Podkarpacia według regulaminu zawodów. Więcej informacji i terminarz zawodów na http://xcportal.pl/node/80671

(więcej ,,GB" 8)