Logo Gazety

www.gb.media.pl

Najbliższe wydanie
14 listopada 2014r.

Baligród - Cisna - Czarna - Komańcza - Lesko - Lutowiska - Olszanica - Sanok - Solina - Ustrzyki Dolne - Zagórz
 
 
 

 

 




Czekając na odpowiedzi

Wieczorem w sobotę 18 października zgłoszono zaginięcie 61-letniego mieszkańca Olszanicy. Jego ciało zostało znalezione w poniedziałek 20 października około południa. W łańcuchu zdarzeń łączącym te dwa fakty na razie nie wszystkie ogniwa udało się ustalić.

W sobotę 18 października o godz. 20.20 leska KPP została powiadomiona przez mieszkańca Olszanicy o zaginięciu jego 61-letniego brata. Mężczyzna ok. godz. 8.00 rano wyszedł do lasu w celu przygotowywania drewna na zimę. Kiedy do wieczora go nie było, zaniepokojony brat zawiadomił o tym policję, wcześniej bowiem nie zdarzało, by nie wrócił na noc do domu. Policjanci jeszcze tego wieczoru rozpoczęli poszukiwania zaginionego na terenie Olszanicy, koncentrując się na tych miejscach, gdzie - wg członków rodziny - mógł przebywać. Zaginionego nie odnaleziono.
W niedzielę 19 października rano akcja poszukiwawcza została wznowiona, a obszar nią objęty rozszerzono na okolice Olszanicy. Sukcesywnie też zwiększała się liczba jej uczestników. W poszukiwania - oprócz policjantów - włączyli się ratownicy z Grupy Bieszczadzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, straż leśna, strażacy ochotnicy i mieszkańcy wioski.
Podczas tych poszukiwań w lesie w pobliżu Olszanicy dwóch goprowców, którzy jechali quadem, zaatakował niedźwiedź. Ratownicy uciekli, pozostawiając pojazd z włączonym silnikiem. Po kilkunastu minutach zbliżyli się, aby zabrać quada. Ale niedźwiedź nadal był w tym miejscu i „wyżywał się” na quadzie (później okazało się, że zębami i pazurami zrobił w pojeździe ponad 20 dziur). Na widok ludzi nie wycofał się, lecz poderwał quada i przewrócił go do góry kołami.
Po ok. 30 minutach goprowcy ze strażakami bojowym wozem strażackim ponownie podjechali w to miejsce, gdzie pozostawili czterokołowca. Niedźwiedź nadal był przy nim. Mimo że strażacy włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, drapieżnik nie uciekał. Podobno dopiero uruchomienie armatki wodnej sprawiło, że się oddalił kilkadziesiąt metrów. Ratownikom udało się wówczas uruchomić quada i - mimo poprzegryzanych opon - odjechać nim. Ślady krwi na pojeździe świadczyły o tym, że zwierzę jest ranne.
Obecność agresywnego niedźwiedzia w tym rejonie spowodowała podjęcie decyzji o wstrzymaniu tego dnia dalszych poszukiwań zaginionego. Akcję poszukiwawczą podjęto na nowo w poniedziałek 20 października. Dołączyli do niej pracownicy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z Krosna i przebywający w Bieszczadach pracownicy naukowi z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Co ostatni, ponieważ zajmowali się zakładaniem niedźwiedziom obroży telemetrycznych, dysponowali specjalnymi strzelbami i nabojami umożliwiającymi usypianie dużych zwierząt. Poszukujących ochraniali policjanci wyposażeni w broń gładkolufową.
Około południa niedaleko miejsca, gdzie poprzedniego dnia doszło do ataku niedźwiedzia na goprowców, znaleziono ciało poszukiwanego. W mediach pojawiła się informacja, że na ciele były rany świadczące o tym, że mężczyzna był obiektem ataku drapieżnika. Rzeczywiste przyczyny śmierci miały być jednak ustalone dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok.
Fot. KPP Lesko

(więcej ,,GB" 22)

   
 

I strona (pdf)

Jesteś
gościem
od 1.06.2004r.